Rotunda św. Prokopa w Strzelnie

            Rotunda św. Prokopa w Strzelnie zbudowana na planie koła, położona jest przy placu św. Wojciecha. Zapis w kronice Jana Długosza podaje datę 16 marca 1133 roku jako dzień jej konsekracji.             Budowla została wykonana z granitowych ciosów kamiennych z elementami piaskowca oraz późniejszymi elementami z cegły. Do rotundy od strony wschodniej przylega prezbiterium na planie kwadratu, przykryte sklepieniem krzyżowo-żebrowym. Trzeba tu nadmienić, że jest to jedyna na świecie romańska świątynia z czworokątnym prezbiterium, a od północy – dwie małe apsydy. Od strony zachodniej – wysoka wieża z wydatną skarpą od strony zachodnieji emporą na piętrze. Podczas przebudowy w końcu XV wieku rozebrano i wymurowano ponownie w cegle górną część wieży i dodano do niej ceglaną skarpę od zachodu. Z upływem czasu rotunda przestała pełnić funkcje kultowe i została włączona do zespołu klasztoru norbertanek jako furta klasztorna. Jej sakralny charakter przywrócono w XVIII wieku. Podczas konsekracji w 1779 roku zmieniono wezwanie świątyni św. Krzyża na św. Prokopa.             W czasie wojen napoleońskich w 1812 roku, świątynia została sprofanowana przez przeznaczenie jej na cele gospodarcze: rozebrano apsydy od północy i dodano do wieży czworoboczną kondygnację. W 1862 roku dokonano pierwszej konserwacji kościoła. Odtworzono wtedy apsydy od północy i część okien romańskich. Kolejna konserwacja świątyni przypadła na lata 1924-25, próbując dostosować wnętrze do potrzeb kultu.             W czasie II wojny światowej rotundę ponownie zamieniono na magazyn. W 1945 roku, Niemcy podłożyli ładunki wybuchowe w rotundzie. Wybuch i pożar zniszczyły górne partie wieży i całe wyposażenie wnętrza, natomiast mury przetrwały. Prace budowlano-konserwacyjne przeprowadzono w latach 1948-52, przywracając pierwotny romański charakter świątyni. W zamknięcie empory wieży wmontowano biforium, czyli dwudzielne okno, wsparte na oryginalnej romańskiej kolumnie. Do elementów wystroju należą: odlew tympanonu fundacyjnego (z oryginału zachowała się głowa Chrystusa), kropielnica z XII wieku wykonana z jednej bryły kamienia, romański grobowiec, pięć stacji drogi krzyżowej, wykonanychw drewnie w XVII wieku, płaskorzeźbione wizerunki św. Onufrego i św. Marii Egipcjankiz XVI wieku.             Tympanon fundacyjny jest widoczny jako rekonstrukcja tympanonu fundacyjnego kościoła, którego oryginał został zniszczony w 1945 roku. Kopię wykonano na podstawie zachowanego odlewu oraz zachowanych fotografii. Gdyby zachował się oryginał, byłby najstarszym tympanonem fundacyjnym w Polsce oraz jednym z najcenniejszych zabytków romańskich. Romańskie tympanony fundacyjne w Polsce, posiadają jedynie kościoły w Strzelnie i Wrocławiu. Na tympanonie przedstawiono trzy postacie:             Nie posiadamy żadnych dokumentów, które przekazałyby nam imiona fundatorów. Możemy się jedynie domyślać, że był nim wojewoda Krystyn, syn Piotra Wszeborowicza, dobroczyńcy norbertanek ze Strzelna. Kobieta natomiast to zapewne przeorysza. W czasie wakacyjnych wędrówek zachęcam do zwiedzania tego pięknego zabytku położonego niedaleko Bydgoszczy.                                                                                                           ks. Leszek Chudziński

Bł. bp Michał Kozal, Patron Diecezji Bydgoskiej

„Oto człowiek, jeszcze jeden wśród tych, w których okazała się Chrystusowa władza «w niebie i na ziemi». Władza miłości – przeciw obłędowi przemocy, zniszczenia, pogardy i nienawiści” – mówił św. Jan Paweł II. Papież Polak, któremu nieobce było okrucieństwo wojny i okupacji, wypowiedział te słowa 14 czerwca 1987 roku podczas uroczystości beatyfikacyjnych bł. Michała Kozala na placu Defilad w Warszawie. Biskup męczennik jest patronem wspólnot parafialnych, całego Kościoła Bydgoskiego. To dobra okazja, by przywołać życiorys błogosławionego, prosząc jednocześnie o gorliwą modlitwę w intencji jego kanonizacji. Michał Kozal urodził się jako najmłodszy z dwojga rodzeństwa 25 września 1893 roku w Nowym Folwarku k. Krotoszyna. Oprócz starszego brata, Wojciecha, miał pięcioro przyrodniego rodzeństwa z pierwszego małżeństwa matki – Marianny, która jako wdowa poślubiła jego ojca, Jana. To właśnie z rodziny przyszły kapłan wyniósł takie wartości, które na pewno zadecydowały o jego przyszłym życiu – szczerą i głęboką religijność, pilność, poczucie obowiązku oraz głębokie umiłowanie polskich tradycji patriotycznych. Na kapłana został wyświęcony pod koniec I wojny światowej – w 1918 roku. Pracował m.in. jako prefekt w bydgoskim gimnazjum, a później jako rektor seminarium w Gnieźnie. Sakrę biskupią otrzymał zaledwie dwa tygodnie przed wybuchem II wojny światowej z rąk biskupa włocławskiego Karola Radońskiego. Został aresztowany przez gestapo 7 listopada 1939 roku i osadzony w więzieniu włocławskim, gdzie przebywał blisko dziesięć tygodni. Następnie internowano go w klasztorze salezjanów w Lądzie, skąd przewieziony został do obozu koncentracyjnego w Dachau. Zabito go 26 stycznia 1943 roku, podając śmiercionośny zastrzyk w obozowym baraku dla chorych. Cennym źródłem wiedzy pozostaje książka autorstwa Teresy Bojarskiej z 1971 roku, zatytułowana „Cierniowa mitra”. Opisuje ona najważniejsze etapy życia patrona diecezji bydgoskiej. „W pamięci współwięźniów zapisał się ks. biskup Kozal przede wszystkim ukochaniem modlitwy (…). Twarz w dłoniach lub ręce splecione na piersiach, wzrok utkwiony w tabernakulum” – wspomina ks. Józef Świniarski. „Zdumiewał mnie swoim oczytaniem, a nie zbrakło mu zmysłu filozoficznego: promieniowała z niego prawość, uderzała i ujmowała nieśmiałość natur dogłębnie szlachetnych…” – tak charakteryzował postać biskupa Kozala Adam Grzymała-Siedlecki we wspomnieniach z Pawiaka „Sto jedenaście dni letargu”. Diecezja posiada relikwie biskupa-męczennika, którego ostatnią suknią był obozowy pasiak, a na Cmentarzu Nowofarnym w Bydgoszczy można odnaleźć grób jego matki – niezwykle cenną pamiątkę, symboliczny ślad po błogosławionym. Ojciec przyszłego biskupa – Jan Kozal poślubił Maryannę z domu Płaczek 12 listopada 1888 roku. Wdowa po Pawle Koniecznym miała pięcioro dzieci: Jana, Zofię, Konstancję, Jadwigę i Agnieszkę. Do rodziny w kolejnych latach dołączyli Wojciech oraz Michał. Maryanna Kozalowa zmarła 10 lutego 1927 roku w wieku 75 lat. Jej odrestaurowany grób jest miejscem modlitwy kolejnego już pokolenia. Warto także zatrzymać się w katedrze bydgoskiej. W prezbiterium wyeksponowano obraz z wizerunkiem bł. bp. Michała Kozala. Pod nim znajduje się tablica informacyjna, m.in. z datą narodzin i męczeńskiej śmierci patrona diecezji.                                                                                    Cyt. za: www.diecezja.bydgoszcz.pl

Książe Polski Kazimierz Odnowiciel 1034-1058

            W naszych historycznych rozważaniach, które kontynuujemy na gościnnych ramach Tygodnika Parafialnego, nie może zabraknąć miejsca dla postaci zapomnianej, jak i tajemniczej – chodzi o księcia Kazimierza zwanego Odnowicielem. Jemu przypadła przecież bardzo trudna rola nie tylko, jeśli mowa o panowaniu dynastii piastowskiej, ale o istnienie państwa.             Zaczynał jako dwudziestolatek, niemal w beznadziejnej sytuacji, po potężnych zniszczeniach dokonanych przez czeskiego księcia Brzetysława II, w sytuacji, kiedy jak pisze kronikarz naszych dziejów Gall Anonim: „zarówno od obcych jak i od własnych mieszkańców Polska doznawała takiego spustoszenia, że w zupełności niemal obraną z bogactw i ludzi.” To Kazimierz łatał zniszczenia spowodowana pierwszym kryzysem monarchii wczesnopiastowskiej.             Do tego, aby dzieje trwały, potrzebny był wybór, bardzo trudny. Był on w rękach ostatniego męskiego potomka królewskiego rodu Bolesława – Kazimierza Karola. Około 1038 roku musiał uchodzić na Węgry. Tam został przyjęty przez króla Stefana, który w sierpniu wspomnianego roku zmarł. Jego następca – Piotr Orseolo – zgodził się wypuścić Kazimierza do Niemiec. Tam ostatni piastowicz miał potężnych protektorów na cesarskim dworze: poczynając od swojej matki Rychezy i wuja Hermana, arcybiskupa Kolonii. Został też życzliwie przyjęty przez cesarza Konrada. W tej scenerii, mógł Kazimierz rozpocząć karierę polityczną. Jednak stało się inaczej. Gall Anonim pisze, że Kazimierz postanowił wrócić do Polski i poufnie oznajmił to matce. Ona przekonywała go, by nie wracał do ludu wiarołomnego i jeszcze niezupełnie utwierdzonego w chrześcijaństwie, lecz spokojnie zadowolił się posiadaniem matczynego dziedzictwa – i cesarz prosił, aby pozostał z nim, chcąc mu nadać nie byle jakie księstwo Kazimierz odrzekł: „Żadnego dziedzictwa po wujach lub matce nie posiada się tak słusznie i zaszczytnie, jak dziedzictwa po ojcu”. Zebrawszy 300 zbrojnych rycerzy wkroczył w granice Polski. Z oddanego mu grodu, powoli z męstwem, jak i podstępem, uwolnił całą Polskę, zajętą przez Pomorzan, Czechów i inne sąsiednie ludy i poddał je pod swoje władztwo.             Bez wyboru, którego dokonał Kazimierz, zwany z tego powodu Odnowicielem, Polski by nie było.             Kazimierz rozpoczął rządy w bardzo trudnej sytuacji. Kraj był rozsadzony od wewnątrz i uszczuplony przez sąsiadów. Kazimierz zamierza przywrócić granice państwa sprzed 1034 roku, a więc państwa złożonego z Wielkopolski, Małopolski, Śląska, Pomorza i Mazowsza. Zamiar został zrealizowany do około 1050 roku.             Czas rządów Kazimierza, to czas bardzo trudny. Od początku wystąpiła przeciw niemu opozycja możnowładców. Polska owej epoki, to stan bezrządu, w którym pojawiły się konkurujące ze sobą stronnictwa, ześrodkowane wokół ambitnych możnowładców pokroju Miecława, ale także kasztelanów grodowych.             W tej sytuacji, jak pisze Gall Anonim: „trud orężnego pokonania własnego ludu i swoich prawowitych poddanych”. Najsilniejszym ogniwem opozycji był wspomniany wcześniej Miecław, dawny cześnik Mieszka II. Jako rządca silnego Mazowsza, pozwolił sobie sprzeciwić się odbudowie rządów Kazimierza. Dopiero wskutek najazdów zbrojnych, z których ostatni miał miejsce w 1047 roku, Mazowsze znalazło się pod władzą Kazimierza. O przebiegu odbudowy struktur państwa przez Kazimierza niewiele wiemy. Trud wysiłków władcy był wielki, bo Kazimierz nie tyle odnawiał, co budował od nowa. W sytuacji wewnętrznej oswobodzonego kraju, nastąpiło przesunięcie centrum państwa ze zniszczonej Wielkopolski do silniejszej Małopolski. Zyskał na tym Kraków, zwrócony Kazimierzowi w 1041 roku, będący w przeciwieństwie do grodów wielkopolskich, dawnymi ośrodkami władcy, niezniszczony. Wdzięczni władcy lokalni za awans, stworzyli nową warstwę społeczną feudałów świeckich i duchownych. Wobec spokojniejszej sytuacji międzynarodowej książę nie skupiał się na budowie siły militarnej, ograniczając ją do ekipy wojów, którzy otrzymywali dział ziemi, ale musieli samych siebie wyekwipować. Równocześnie z porządkowaniem kraju, Kazimierz prowadził politykę zagraniczną, mającą na celu uniezależnienie się od sąsiadów. Obraz postępowania sąsiadów Polski na początku panowania Odnowiciela, przedstawił kronikarz Gall Anonim: „Królowie i książęta sąsiedni, każdy od swojej strony, gnębili Polskę i do swego władztwa przyłączali miasta i grody graniczne, lub zdobywszy, równali je z ziemią”. Trzeba też wspomnieć, że nie zawsze układy sprzyjały nowemu władcy. Możni podnieśli bunt przeciw Kazimierzowi, który musiał ratować się ucieczką na Węgry, znajdując się tym samym wśród nieprzyjaciół. Król węgierski Stefan I – sojusznik Czechów – Kazimierza uwięził. Wypuścił go dopiero w 1018 roku następny władca – Piotr.             Układ w Ratyzbonie zawarty w 1041 roku zakończył zwycięską dla Niemców wojnę cesarza Henryka III z czeskim Brzetysławem. Skutkiem tego układu był nakaz cesarza, by Czesi zwrócili Polsce Małopolskę, lecz bez Śląska i Łużyc. Oto musiał jeszcze polski książę powalczyć. Stało się to w 1050 roku, gdy Kazimierz wbrew woli cesarza zajął Śląsk. Jego gniew został uśmierzony przez Kazimierza, który powstrzymał cesarza, gotowego dokonać inwazji na Polskę.             Kazimierz tymczasem szukał nowych sojuszników. Zawarł przymierze z księciem kijowskim Jarosławem, poślubiając jego siostrę – Dobroniegę Marię. Siostra Kazimierza – Gertruda – poślubiła Jarosława, najstarszego syna władcy kijowskiego, a nieznana z imienia siostra Kazimierza, poślubiła Belę, późniejszego władcę Węgier. W 1043 roku Kazimierz wraz z Jarosławem Mądrym wyprawili się na Mazowsze. Nasz władca prowadził też wojnę, mającą na celu zdobycie i przyłączenie Pomorza. W 1049 roku zaatakował Śląsk. W tym samym roku, Kazimierz zawarł pokój z Czechami oraz z księciem pomorskim.             W 1047 roku wspólna polsko-ruska wyprawa zlikwidowała państwo Miecława. W 1050 roku, Kazimierz podjął próbę zdobycia Śląska, co zakończyło się powodzeniem. W 1051 roku Czesi interweniowali w tej sprawie u cesarza, co doprowadziło do zjazdu w 1054 roku. Cesarz Henryk III przyznał księciu polskiemu do posiadania Śląska, uznając jednocześnie zwierzchnie prawa cesarskie na tą dzielnicą. Władca polski co roku miał płacić księciu czeskiemu 500 grzywien srebra i 30 grzywien złota. Poza wpływami Kazimierza pozostało Pomorze. Pomorzanie opierali się, dowodząc tym, że nie chcą być Polakami. Z czasem jednak udało się Kazimierzowi uzależnić Pomorze. Tak o tym pisze Gall Anonim w swojej kronice: „Tym razem bowiem Pomorzanie wyprowadzili do boju cztery legiony rycerzy. Kazimierzowe zaś rycerstwo nie stanowiło nawet połowy jednego legionu. Ale cóż? Gdy przybyli na pole bitwy, Kazimierz jako mąż wymowny, a doświadczony, w ten sposób zachęcał swych rycerzy: Oto dzień od dawna upragniony, oto kres trudów i walk ziszczony, pogromiszczy fałszywe chrześcijany, już bez trwogi uderzcie na pogany. To nie liczba stanowi o zwycięstwie, lecz kogo Bóg swą łaską wesprze w męstwie, wspominajcie więc dawniejszą waszą cnotę. I walczcie, by nie walczyć nigdy potem! To powiedziawszy, z pomocą Bożą, rozpoczął walkę i wielkie odniósł zwycięstwo!”             Polska została odbudowana dzięki mądrej i korzystnej dla kraju polityce Kazimierza przy poparciu cesarza niemieckiego. Państwo Kazimierza Odnowiciela nie było tak potężne, jak za panowania pierwszych Piastów, ale było niepodległe i w dużym stopniu zjednoczone.             Obok rycerstwa, fundamentem państwa był Kościół katolicki. To on stanowił elitę intelektualną kraju. Pierwsze kadry dla odtworzenia Kościoła, wyszły prawdopodobnie z opactwa benedyktyńskiego w Brannweiller, założonego przez królową Rychezę. Stamtąd mógł pochodzić też mnich Aaran, który w 1046 roku został wyświęcony na biskupa, który z kolegium mnichów na Wawelu utworzył kapitułę. Z fundacji Odnowiciela powstało benedyktyńskie opactwo w Tyńcu koło Krakowa oraz w Mogilnie – dziś na Kujawach. Jednak Kazimierzowi nie udało się odtworzyć silnej organizacji kościelnej – począwszy od archidiecezji gnieźnieńskiej. Jednak pojawiły się zastępy mnichów, wraz z którymi następował powolny renesans kultury.             Powstawały księgi, czyniące znajomość łaciny. Za panowania tego władcy pojawiły się znakomite dzieła, np. „Kodeks Gertrudy” – przypisywany ciotce Kazimierza. Na nowo też poczęto czynić zapiski w rocznikach kościelnych. Pięknie to trudne i owocne życie przedstawił w krótkim wierszu Juliusz Niemcewicz: W dalekim kraju, w zapadłym klasztorze Znaleźli króla zamkniętym, Z schyloną głową i w prostym ubiorze Klęczał przed ołtarzem świętym. Przez Rzym od świętych ślubów uwolniony, Tknięty niedolą ojczyzny, Wraca, Polaków hufcem otoczony, Goić ciężkie kraju blizny. Co naród życzył, Kazimierz uiścił: Błędy nierządu poprawił, Z Niemców, Rusinów granice oczyścił I kraj kwitnącym zostawił. Julian Urszyn Niemczewicz, Kazimierz Mnich Kazimierz zmarł 19 marca 1058 roku. Nie jest wiadome miejsce jego pochówku: może … Dowiedz się więcej

Kielich królewski z Trzemeszna

Tematem artykułu jest pochodzący z Trzemeszna kielich. Wyobrażone są na nim sceny z koronacji królewskich Dawida i Salomona, a także inne wydarzenia z Pierwszej Księgi Samuela i obu Królewskich. W Starym Testamencie określane były jako „Księgi Królów.”            Obecność kielicha w Trzemesznie potwierdzona jest od przełomu średniowiecza. Jakie było pierwotne przeznaczenie tego kielicha? Kielich królewski często jest łączony z drugim kielichem, nieco starszym i większym, posiadającym patenę. Oba kielichy określa się często jako kielichy Dąbrówki. Pod spodem stopy na obu naczyniach jest napis odnoszący się właśnie do niej. Na jednym z kielichów tzw. niellowanym widnieje, podchodzący z połowy XVII w., grawerowany kursywą napis: Serenissima Dąbrawka Eecle Tremescensis obtulit 965. Kościół trzemeszeński posiada bardzo starą metrykę oraz duże znaczenie z uwagi na kult św. Wojciecha w średniowieczu. Utrzymujący się pogląd, że na przełomie X i XI wieku istnienie przedromańskiego kompleksu benedyktyńskiego, w którym do czasu złożenia w Gnieźnie ciała św. Wojciecha, miało przebywać w Trzemesznie, nie wytrzymało w świetle najnowszych badań konfrontacji. Pierwszy kościół powstał nie wcześniej niż przed połową XII w. Wobec jednak braku wcześniejszych dokumentów, musimy opierać się na późniejszych zapiskach. Wzmianka o kielichach pochodzi z kroniki klasztornej z XVI wieku. Zapis ten został powtórzonyw kronice z poł. XVII w., znanej z odpisu z XIX w. W latach 1644  i 1666 wymieniony jest jako Dar Dobrawy, żony Mieszka I. W czasie II wojny światowej, pomimo ukrycia go pod posadzką kościoła, został wywieziony do Poznania, by w 1944 roku znaleźć się w Rzeszy. Do Gniezna kielich powrócił dopiero w 1958 roku. Kielich wykonano ze srebra, częściowo złoconego. Prawie cała powierzchnia kielicha jest dekorowana, złożona z przedstawień figuralnych dwu lub wieloosobowych. W dolnej części czaszy umieszczono sześć dziesięciopłatkowych rozetw kolistych obramieniach. Na stopie kielicha widoczne są następujące sceny podchodzące z Pierwszej Księgi Samuela: Na czaszy widać sceny z Drugiej Księgi Samuela: Brzeg czaszy obiega napis: Tak królów namaszczenia, jak proroków moc tajemna dla tych, co przybrali szatę Chrystusa, znakami są zbawienia. Kielich został wykonany zgodniez obowiązującymi zasadami. Kielichy pochodzą z warsztatu klasztoru benedyktynów St. Emmeram w Prüfening, niedaleko Ratyzbony – ważnego w tamtym czasie centrum artystycznego. Przemawia za tym ujęcie całych figur oraz ukształtowanie szczegółów, a także miękki rysunek. Złotnik, wykonawca kielichów, musiał opuścić Niemcy między 1170 a 1190 rokiemi przybyć do Wielkopolski. Kielichowi towarzyszy również zdobiona w podobnym stylu patena. Przekaz ikonograficzny kielicha trybowanego jest przekazem łączącym sięz królewskimi aspiracjami Gniezna. ks. Leszek Chudziński2026

Bardzo długa i trudna droga do świętości św. Andrzeja Boboli

Bydgoszcz, 17.04.2023 roku Święty Andrzej Bobola herbu Leliwa – polski duchowy katolicki, jezuita, misjonarz, kaznodzieja, patron Polski. Urodzony 30.11.1591 roku na Polesiu w Strachocinie koło Sanoka. Zamordowany 16.05.1657 roku w Janowie Poleskim na terenie obecnej Białorusi. Decyzją papieża Piusa IX w 1853 roku został ogłoszony błogosławionym. W roku 1938 dnia 17.04 papież Pius XI ogłosił bł. Andrzeja Bobolę świętym. Na kanonizacji w Watykanie obecny był ówczesny prymas Polski, metropolita warszawski Aleksander Kakowski oraz 26 kardynałów, 12 arcybiskupów, wielu biskupów, tysiące pielgrzymów, w tym również z Polski, mimo ogromnych kosztów pielgrzymki. Po wygłoszonym orędziu papieża Piusa XI i ogłoszeniu świętym Andrzeja Boboli w Bazylice św. Piotra zabrzmiało gromkie „Boże coś Polskę”. Cofnijmy się w czasie. W roku 1702, po 45 latach od męczeńskiej śmierci św. Andrzeja Boboli, rektor pińskiego kolegium jezuitów Marcin Godebski szukał patrona dla swego zgromadzenia. 16 kwietnia ukazał mu się św. Andrzej Bobola i polecił, by odszukać jego ciało i ustanowić go patronem kolegium jezuitów. Rektor Godebski wykonał polecenie. Po odnalezieniu trumny z ciałem świętego, zachowanym w bardzo dobrym, nienaruszonym stanie, w styczniu 1808 przewieziono je do Połocka, do kościoła dominikanów, który był kościołem parafialnym. Połocki kościół był tylko krótkim schronieniem dla umęczonego ciała świętego. W 1866 roku przybyła do Połockiej świątyni z Petersburga rosyjska inspekcja, by zbadać tajemnicę doskonale zachowanego ciała św. Andrzeja Boboli, okrutnie zmasakrowanego przez kozackich siepaczy przed stu laty. W trakcie inspekcji ze sklepienia oderwała się belka i uderzyła jednego z członków komisji. Po tym fakcie przestraszeni inspektorzy opuścili kaplicę. Kolejny zamach na ciało Świętego miał miejsce 23.06.1822 roku. Wówczas to wysłannicy Kremla z pomocą wojska dostali się do krypty i po otwarciu trumny rzucili ciałem o posadzkę, ciało nadal pozostało w doskonałym stanie ze śladami świeżej krwi. Fakt ten nie mógł pozostać obojętny dla ruskich siepaczy. 20.07.1832 roku do kościoła wtargnęli ruscy żołnierze i maltretując broniących trumny parafian, wywieźli ciało do Moskwy, do gmachu Higienicznej Wystawy Ludowego Komisariatu Zdrowia. O zwrot ciała bezskutecznie starał się rząd Polski. Według papieża Piusa XI już wcześniej Józef Piłsudski planował szarżę na Połock, aby przenieść ciało błogosławionego w bezpieczne miejsce. W 1920 roku biskupi polscy wystosowali do Watykanu prośbę o kanonizację bł. Andrzeja Boboli. W tym samym roku armia bolszewicka ruszyła na Warszawę. Biskupi wierzyli, że opieka bł. Andrzeja Boboli uchroni Polskę od zagłady. Od 7.08.1920 roku do 15.08.1920 roku na terenie archidiecezji warszawskiej odprawiano nowennę do bł. Andrzeja Boboli. Ostatniego dnia nowenny, czyli 15.08.1920 roku, ulicami Warszawy ruszyła wielka procesja licząca około 100 tysięcy osób i przy wtórze orkiestr rozlegały się nad Wisłą gorące ich modlitwy, niosąc relikwie Błogosławionego Jezuity. Zbiegło się to z uroczystością Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Polacy odnieśli zwycięstwo nad bolszewikami. Od tego czasu bitwa warszawska nosi nazwę „Cud nad Wisłą”. Cofnijmy się do momentu kradzieży zwłok Andrzeja Boboli ze świątyni w Połocku w 1822 roku Wysiłki rządu polskiego w celu odzyskania trumny z jego zwłokami były daremne. Dopiero tzw. Papieska Komisja Ratownicza, która pomagała Rosji w walce z wielkim głodem, jako zadośćuczynienie zażądała wydania trumny ze zwłokami Andrzeja Boboli. Papież Pius XI, który przed swoim pontyfikatem był nuncjuszem papieskim w Polsce, chcąc wyrazić swoją wielką życzliwość dla naszego narodu i naszej ojczyzny sprawił, że w 1924 roku trumna ze zwłokami trafiła do Watykanu, gdyż taki warunek postawił Kremlowi. Dopiero po kanonizacji w 1938 roku św. Andrzej Bobola mógł wrócić do Polski. Trumnę ze zwłokami wieziono długą okrężną drogą przez Jugosławię, Węgry, Czechosłowację do Polski. W Polsce w triumfalnym pochodzie wieziono ją przez Częstochowę, Sosnowiec, Kraków, Katowice, Poznań, Łódź do Warszawy. Na Placu Zamkowym odbyło się uroczyste nabożeństwo. Trumna została wystawiona w katedrze św. Jana Chrzciciela, a Prezydent Ignacy Mościcki jako wotum złożył na trumnie swój Krzyż Niepodległości. Następnie relikwie spoczęły w kaplicy Księży Jezuitów przy ul. Rakowieckiej, gdzie miały czekać do wybudowania specjalnego sanktuarium. We wrześniu 1939 roku, tuż przed zajęciem miasta przez faszystów, lotnicy polscy przenieśli relikwie do kościoła jezuitów pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny Łaskawej. W czasie powstania warszawskiego, gdy płonęła ul. Świętojańska, relikwie przeniesiono do kościoła św. Jacka, gdzie zasypane gruzem przetrwały do lutego 1945 roku Po wyzwoleniu trumna z relikwiami trafiła z powrotem na ul. Rakowiecką. Obecnie znajduje się w sanktuarium św. Andrzeja Boboli na Mokotowie przy ul. Rakowieckiej 61. Za wstawiennictwem św. Andrzeja Boboli dokonało się wiele cudów, znaków i objawień. Nadal są one ciągle potrzebne, by budzić w błądzącym narodzie chrześcijaństwo, o którym gdy jest nam dobrze, niestety zapominamy. W roku 1983 do Strachociny jako proboszcz trafił ks. Józef Niźnik, którego, podobnie jak jego poprzedników, nawiedzał św. Andrzej Bobola. Św. o. Pio powiedział pewnej polskiej siostrze zakonnej o św. Andrzeju Boboli, domagając się kultu w Strachocinie. W 330. rocznicę śmierci, 16.05.1987 roku, ksiądz Niżnik powiedział swoim wiernym, by czcili św. Andrzeja Bobolę. Tej nocy tajemnicza postać pojawiła się po raz ostatni. W 1988 roku uroczyście umieszczono relikwie w wybudowanym ołtarzu ku czci św. Andrzeja Boboli. Jednym z bardzo wymownych świadectw jest relacja pani Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej, prezes Stowarzyszenia Krzewienia Kultu św. Andrzeja Boboli. Urodziła się ona w 1937 roku w Warszawie. W czasie wybuchu powstania warszawskiego mieszkała blisko kaplicy jezuitów przy ul. Rakowieckiej. W pierwszym dniu powstania siedmioletnia Teresa razem z rodzicami próbowała się schronić w kaplicy ojców jezuitów, która mieściła się w ogrodzie. Cała trójka miała wszyte w ubraniach medaliki św. Andrzeja Boboli, a dziecko dodatkowo modlitwę „Pod twoją obronę”. W chwili wyjścia z domu Niemcy otworzyli ogień, co zmusiło ich do powrotu do mieszkania. Po zakończonym ostrzale okazało się, że wszyscy ludzie, którzy schronili się w kościele, zostali rozstrzelani. Od tego czasu kult do św. Andrzeja Boboli prowadził ją przez całe życie. Z czasem została prezesem Stowarzyszenia Krzewienia Kultu. Jej wielkim autorytetem był ks. prałat Zdzisław Peszkowski, herbu Jastrzębiec, z którym pracowała w fundacji rodzin katyńskich „Golgota Wschodu”. Ksiądz Peszkowski był wielkim Polakiem, mianowanym w 2006 roku przez Sejm RP do pokojowej nagrody Nobla. Niestety zmarł w 2007 roku. Postać tego człowieka jest tak ciekawa i szlachetna, że należałoby poświęcić mu osobny artykuł. Po śmierci ks. Peszkowskiego zadaniem upamiętnienia i zjednoczenia rodzin katyńskich, zachowania w pamięci bohaterów bestialsko pomordowanych przez NKWD, z wielkim zaangażowaniem wypełniała Teresa Walewska. W województwie świętokrzyskim w Kałkowie-Godozie jako reakcja na ogłoszenie w 1981 roku stanu wojennego, zaczęto modlitwy w intencji powstania świątyni „Matki Bożej Bolesnej Pani Ziemi Świętokrzyskiej”. Obecnie na terenie sanktuarium stoi budowla zwana „Golgotą”. Jest to wysoki, 33-metrowy budynek, w którym usytuowane są kaplice upamiętniające martyrologię narodu polskiego. Dlatego poświęcam kilka słów temu miejscu, bo czeka ono na pielgrzymów. Wracam do bohaterki naszych czasów, wspaniałej orędowniczki św. Andrzeja Boboli, śp. pani prof. Teresy Walewskiej-Przyjałkowskie, która była propagatorką słynnych „Pięciu P” ks. Peszkowskiego: Prawda, Pamięć, Prawo, Przebaczenie, Pojednanie. Ostatnia konferencja na te tematy odbyła się pod koniec marca 2010 roku. Lot do Katynia w 10.04.2010 roku był marzeniem prof. Walewskiej. Elita polskiego narodu i przedstawiciele polskiego społeczeństwa po raz wtóry lecieli do Katynia, upomnieć się o prawdę i złożyć hołd tysiącom bestialsko zamordowanych Polaków w 1940 roku. Pani Walewska jako przewodnicząca rodzin katyńskich wiozła ze sobą relikwie, którą była stuła katyńska księdza prałata Peszkowskiego z wygrawerowaną „Matką Bożą Katyńską”. Statuę tę miała na czas odprawianej uroczystej liturgii w Katyniu wręczyć ks. biskupowi Tadeuszowi Płoskiemu, a po Eucharystii zawieźć ją bezpiecznie do Warszawy. Wiemy, że nikt z członków delegacji nie przeżył. Historia statuy może nie każdemu jest znana. Po katastrofie smoleńskiej, mimo że jej opiekunka– jak wszyscy lecący samolotem – zginęła, to statua w stanie nienaruszonym powróciła do Warszawy. Nie była w najmniejszym stopniu postrzępiona czy nadpalona, nawet torebka foliowa, w której się znajdowała, nie uległa najmniejszemu uszkodzeniu. Wierzę, że w ostatniej dramatycznej chwili swojego życia prof. Walewska wezwała na pomoc swojego opiekuna św. Andrzeja Bobolę i niemożliwe stało się możliwe. Taka wielka jest moc patrona naszej Ojczyzny – św. Andrzeja Boboli i o tym zawsze musimy pamiętać: św. Andrzej Bobola nigdy … Dowiedz się więcej

Drzwi Gnieźnieńskie

            Zwiedzając monumentalną Katedrę Gnieźnieńską, zbudowaną dla obrzędów koronacyjnych królów polskich, dochodząc do wejścia południowego, widzimy 3-metrowe podwoje – Drzwi Gnieźnieńskie, zwane też Porta Regia – Drzwi Królewskie. Są one najcenniejszym zabytkiem, który przetrwał od czasów Piastów.             Zostały wykonane między w latach 1170-80. Za ich fundatorów uznaje się księcia Mieszka III zwanego Starym lub arcybiskupa gnieźnieńskiego Piotra, na co wskazuje inskrypcja me fecit me Petrus – uczynił mnie Piotr).             Na 18 prostokątnych scenach uszeregowanych w dwóch skrzydłach podwoi, zawarto sceny z życia, męczeństwa i sprowadzenia do Polski relikwii św. Wojciecha. Narracja biegnie od dołu ku górze. Z lewego skrzydła dowiadujemy się o dzieciństwie i młodości Wojciecha (sceny I-IV), początkach działalności publicznej (V-IX). Skrzydło prawe z góry na dół ukazuje: misję pruską (X-XII), chwalebną śmierć (XIV-XVI), wykupienie i przeniesienie relikwii (XVI-XVIII).             Cechy stylu wskazują na XII w. jako czas powstania drzwi. Brak jednak źródeł z epoki potwierdzających, że od początku znajdowały się w katedrze gnieźnieńskiej czy dla niej były fundowane. Joachim Lelewel, który wprowadził zabytek do badań historycznych, napisał: drzwi bez napisów milczą). Odlewnicy, podobnie jak w przypadku innych zabytków metalowych (np. Drzwi Płockie), zostawili swoje imiona, ale one są dzisiaj całkiem nieczytelne.             Odnośnie do przekazu hagiograficznego nie ma też potwierdzenia według jakich wzorców obrazowych skonstruowano tę narrację, dlaczego dokonano takiego, a nie innego wyboru. Pod względem ikonograficznym, drzwi przekazują w szczególny sposób ideę misji pruskiej, męczeństwa i przeniesienie relikwii, przy jednoczesnej rezygnacji z wielu wątków związanych z publiczną działalnością św. Wojciecha.             Nie ma też konkretnego wskazania, kto stał za ich fundacją i czy ich treści ideowe odpowiadały na potrzeby gnieźnieńskiej kapituły za rządów arcybiskupów Zdzisława, Bogumiła i Piotra, lub piastowskich władców tamtej epoki i Bolesława Krzywoustego, Mieszka III Starego czy Kazimierza Sprawiedliwego.             Nie dysponujemy też żadnymi danymi o miejscu ich wykonania, o odlewnikach, którzy dzieło wykonali.             Styl drzwi w oparciu o badanie porównawcze prowadzi do doliny Renu i Mozy, gdzie w XII wieku wykwitło rzemiosło odlewnicze lub też do kręgu italskiego, choć tam też nie ma konkretnego odniesienia do ikonografii czy formy reliefów.             Drzwi wykonano metodą na wosku traconego, polegającą na podwójnym odwzorowaniu najpierw w glinie, a później w metalu rzeźbiarskiego modelu, który uległ bezpowrotnemu zniszczeniu w procesie wypalania formy. Trudno orzec, czy drzwi wykonał jeden mistrz, czy większa grupa. Wady odlewnicze na obu skrzydłach utrudniają rozstrzygnięcie tej kwestii. Dokładna obserwacja drzwi wskazuje, że lewe skrzydło jest technologicznie znacznie słabsze od prawego. Obie części odlano z brązu trójskładnikowego, składającego się z miedzi, cyny i ołowiu, który zwiększał lejność metalu. Skrzydła różnią się ilością cyny, która w średniowieczu była bardzo droga.             Można stwierdzić, że Drzwi Gnieźnieńskie planowanie z wielkim rozmachem, okazały się zbyt poważnym wyzwaniem technologicznym, by uzyskać jakość podobną do innych odlewanych zabytków z tego okresu, np. chrzcielnicy Reniera de Huy z kościoła św. Bartłomieja w Liège we Francji.             Poprzez swoją symbolikę, Drzwi Gnieźnieńskie przenoszą też treść monarchistyczną. Nie bez przypadku Bolesław Chrobry występuje tu w koronie, którą pozyskał wiele lat po przeniesieniu relikwii św. Wojciecha. W obliczu zatem rozbicia dzielnicowego i rosnącego znaczenia dzielnicy Senioralnej w Gnieźnie, celowo przypomniano ideę miejsca koronacyjnego: te funkcje nadawały katedrze gnieźnieńskiej szczególnej rangi w polskim kościele. Drzwi przekazywały więc pamięć trzech pierwszych polskich koronacji, a w zamyśle były planowane jako oprawa dla przyszłych. Zatem przez gnieźnieńskiego Porta Regie przeszli jedynie dwaj królowie: Przemysł II i Wacław II Czeski.             Określenie, które zostało przed momentem wspomniane, pojawia się po raz pierwszyw dokumentach wizytacyjnych z 1608 roku. Od XVII wieku nadano im rangę reprezentacyjną: przez drzwi z brązu arcybiskupi wkraczali do katedry w dniu swojej intronizacji: procesja szła do konfesji św. Wojciecha.             Drzwi Gnieźnieńskie w dokumentach wizytacyjnych określane są jako spiżowe, ale wzmianka z czasów arcybiskupa Jana Weżyka (1627) uściśla, że zwyczajowo nazywane są złotymi. W ich nazewnictwie można postrzegać długotrwałą kontynuację symbolicznej rangi, jaką miały od czasu powstania. ks. Leszek Chudziński 2026

Synod w Łęczycy 1140/1141

            25 marca 2026 roku w katedrze bydgoskiej ks. biskup Krzysztof Włodarczyk uroczyście zainaugurował czas trwania I Synodu Diecezji Bydgoskiej. Czym zatem jest synod diecezjalny?             Najpewniej można stwierdzić, że jest to zgromadzenie przedstawicieli kościoła, zarówno biskupa, duchowieństwa i świeckich, zwoływane w celu omówienia spraw doktrynalnych, administracyjnych oraz duszpasterskich. Główne zadanie synodu to: umocnienie wspólnoty, rozeznawanie woli Bożej, aktualizacja nauczania oraz ożywienie misji ewangelizacyjnych. Instytucja synodu znana jest od najwcześniejszych czasów w naszej historii. Jednak przebieg i charakter synodów odbywanych dawniej, różnił się od tego, co przeżywany współcześnie. Dlatego chciałbym pokrótce przedstawić przebieg i założenia synodu zwołanego do Łęczycy na przełomie 1140/1141 roku, jednego z najstarszych w Polsce. Czas odbywania synodu łęczyckiego to burzliwe zawirowania związane ze śmiercią księcia Bolesława Krzywoustego, który za swego panowania dokonał podziału Polski między swoich potomków, zjawiska znanego jako rozbicie dzielnicowe.             Jednym z głównych bohaterów wydarzeń rozgrywających się wtedy, był książę Władysław zwany Wygnańcem. Posiadał dwóch synów, przyszłych dziedziców Polski, lecz osadzenie ich na trionie nie było łatwe, bo było wielu kandydatów, m.in. najstarszy z Piastów – Mieszko Stary. Po przedwczesnej śmierci Bolesława Krzywoustego, silne wpływy zachowała Salomea z Bergu, macocha i matka przyrodniego rodzeństwa. Oprócz Salomei, do opozycji przeciw Władysławowi należeli: Wszebor, były palatyn Bolesława Krzywoustego, arcybiskup gnieźnieński, Jakub ze Żnina. Ośrodkiem knowań przeciwko Władysławowi stała się właśnie Łęczyca. Salomea z Bergu zwołała zjazd polityczny, który miał charakter wiecu możnych i duchowieństwa przeciw seniorowi, Władysławowi II. Synod odbył się w Łęczycy, ponieważ Salomea otrzymała ją jako odprawę wdowią. Głównym celem synodu było zabezpieczenie interesów juniorów oraz wydanie za mąż ich siostry Agnieszki za jednego z książąt kijowskich bez zgody Seniora, czyli Władysława.             W obradach synodu uczestniczyli: Bolesław Kędzierzawy, Mieszko Stary, wojewoda Wszechbor, a także arcybiskup gnieźnieński Jakub ze Żnina, a więc cała opozycja przeciw Władysławowi.             Skutkiem obrad łęczyckiego synodu było zaostrzenie konfliktu między Władysławem II z juniorami, co doprowadziło do późniejszych walk wewnętrznych i wygnania Władysława II z Polski.             Inny charakter miały synody zwołane w 1180 oraz 1285 również do Łęczycy. Na pierwszym z nich, książę Kazimierz Sprawiedliwy nadał pierwszy przywilej dla Kościoła, tyczący rezygnacji z prawa do przejmowania majątku po zmarłych biskupach.             Bardzo doniosłe skutki miał drugi ze zwołanych synodów. Zwołał go do Łęczycy arcybiskup gnieźnieński Jakub herbu Świnka. Skutkiem tego wydarzenia było wprowadzenie nakazu głoszenia kazań i odmawiania modlitw w języku polskim. Duchowieństwo zostało zobowiązane do znajomości języka polskiego.             Z powyższych rozważań widać, że dawniejsze synody posiadały zupełnie inny charakter niż zwoływane obecnie. Ufajmy i prośmy Boga, aby zwołany synod naszej diecezji osiągnął zamierzone cele. Ks. Leszek Chudziński A.D 2026

ORĘDZIE OJCA ŚWIĘTEGO LEONA XIVNA LXIII ŚWIATOWY DZIEŃ MODLITW O POWOŁANIA

Wewnętrzne odkrywanie daru Boga Drodzy Bracia i Siostry, najdrożsi Młodzi! Prowadzeni i strzeżeni przez Jezusa Zmartwychwstałego, w IV Niedzielę Wielkanocą, zwaną „Niedzielą Dobrego Pasterza”, obchodzimy LXIII Światowy Dzień Modlitw o Powołania. Jest to czas łaski, który sprzyja podzieleniu się kilkoma refleksjami na temat wewnętrznego wymiaru powołania, rozumianego jako odkrycie bezinteresownego daru Boga, który rozkwita w głębi serca każdego z nas. Podążajmy więc razem drogą prawdziwie pięknego życia, którą wskazuje nam Pasterz! Droga piękna W Ewangelii Janowej Jezus nazywa siebie dosłownie „pięknym pasterzem” (ὁ ποιμὴν ὁ καλός) ( J 10, 11). Wyrażenie to oznacza pasterza doskonałego, autentycznego, godnego naśladowania, ponieważ jest gotów oddać życie za swoje owce, ukazując w ten sposób miłość Boga. Jest to Pasterz, który fascynuje: kto na Niego patrzy, odkrywa, że życie jest naprawdę piękne, jeśli się za Nim podąża. Aby poznać to piękno, nie wystarczają oczy ciała ani kryteria estetyczne: potrzebne są kontemplacja i wewnętrzna głębia. Tylko ten, kto zatrzymuje się, słucha, modli się i przyjmuje Jego spojrzenie, może z ufnością powiedzieć: „Ufam, z Nim życie może być naprawdę piękne, chcę podążać drogą tego piękna”. A najbardziej niezwykłe jest to, że stając się Jego uczniami, sami stajemy się „piękni” – Jego piękno nas przemienia. Jak pisze teolog Paweł Florenski, ascetyka nie tworzy człowieka „dobrego”, lecz człowieka „pięknego” [1]. Cechą wyróżniającą świętych – oprócz dobroci – jest bowiem promienna duchowa piękność, bijąca od tych, którzy żyją w Chrystusie. W ten sposób powołanie chrześcijańskie objawia się w całej swojej głębi: jest ono uczestniczeniem w życiu Chrystusa, dzieleniem Jego misji, jaśnieniem samym Jego pięknem. To wewnętrzne przekazywanie życia, wiary i sensu było również doświadczeniem św. Augustyna, który w trzeciej księdze Wyznań, wyjawiając i wyznając swoje młodzieńcze grzechy i błędy, mówi o Bogu: „Ty byłeś bardziej wewnątrz mnie, niż to co we mnie było najbardziej osobiste” [2]. Poza samoświadomością odkrywa piękno Bożego światła, które prowadzi go w ciemności. Augustyn dostrzega obecność Boga w najbardziej wewnętrznej części swojej duszy, co pociąga za sobą zrozumienie i przeżycie znaczenia troski o wnętrze jako przestrzeni relacji z Jezusem, jako drogi do doświadczenia w swoim życiu piękna i dobroci Boga. Relacja ta budowana jest na modlitwie i w milczeniu, a jeśli jest pielęgnowana, otwiera nas na możliwość przyjęcia i przeżywania daru powołania, które nigdy nie jest nakazem ani z góry ustalonym schematem, do którego po prostu należy się dostosować, lecz jest projektem miłości i szczęścia. Troska o wnętrze – to od niej trzeba pilnie na nowo rozpoczynać w duszpasterstwie powołań oraz we wciąż odnawianym wysiłku ewangelizacji. W tym duchu zapraszam wszystkich – rodziny, parafie, wspólnoty zakonne, biskupów, kapłanów, diakonów, katechetów i katechistów, wychowawców i wiernych świeckich – do coraz większego zaangażowania się w tworzenie sprzyjających warunków, aby ten dar mógł być przyjęty, umacniany, strzeżony objęty towarzyszeniem, by wydał obfity owoc. Tylko wtedy, gdy nasze środowiska będą jaśnieć żywą wiarą, nieustanną modlitwą i braterskim towarzyszeniem, Boże powołanie będzie mogło rozkwitnąć i dojrzeć, stając się dla każdego i dla świata drogą szczęścia i zbawienia. Wyruszając w drogę, którą wskazuje nam Jezus – Piękny Pasterz, uczmy się lepiej poznawać samych siebie i bliżej poznawać Boga, który nas powołał. Wzajemne poznanie „Pan życia zna nas i oświeca nasze serca swoim pełnym miłości spojrzeniem” [3]. Każde powołanie nie może bowiem rozpocząć się inaczej jak od świadomości i doświadczenia Boga, który jest Miłością (por. 1 J 4, 16): On zna nas dogłębnie, policzył włosy na naszej głowie (por. Mt 10, 30) i dla każdego z nas zaplanował wyjątkową drogę świętości i służby. To poznanie musi jednak być zawsze wzajemne: jesteśmy zaproszeni do poznawania Boga poprzez modlitwę, słuchanie Słowa Bożego, sakramenty, życie Kościoła i dar z siebie dla braci i sióstr. Podobnie jak młody Samuel, który w nocy – być może w sposób nieoczekiwany – usłyszał głos Pana i nauczył się go rozpoznawać z pomocą Helego (por. 1 Sm 3, 1-10), tak i my musimy tworzyć przestrzenie wewnętrznej ciszy, aby intuicyjnie rozpoznać, co Pan ma w swoim sercu dla naszego szczęścia. Nie chodzi tu o abstrakcyjną wiedzę intelektualną ani o uczoną erudycję, lecz o osobiste spotkanie, które przemienia życie [4]. Bóg mieszka w naszym sercu: powołanie jest intymnym dialogiem z Tym, który nas powołuje – pomimo niekiedy ogłuszającego zgiełku świata – zapraszając nas do odpowiedzi z prawdziwą radością i wielkodusznością. „Noli foras ire, in te ipsum redi, in interiore homine habitat veritas” – „Nie wychodź na świat, wróć do siebie samego: we wnętrzu człowieku mieszka prawda” [5]. Św. Augustyn ponownie przypomina nam, jak ważne jest, by uczyć się zatrzymywać, i budować przestrzenie wewnętrznej ciszy, aby móc słuchać głosu Jezusa Chrystusa. Drodzy młodzi, słuchajcie tego głosu! Słuchajcie głosu Pana, który zaprasza was do życia pełnego, realizowanego poprzez pomnażanie własnych talentów (por. Mt 25, 14-30) i przybijajnie do chwalebnego Krzyża Chrystusa swoich ograniczeń i słabości. Zatrzymajcie się więc na adoracji eucharystycznej; rozważajcie wytrwale Słowo Boże, aby żyć nim każdego dnia; uczestniczcie czynnie i w pełni w życiu sakramentalnym i eklezjalnym. W ten sposób poznacie Pana i w zażyłości właściwej przyjaźni odkryjecie, jak ofiarować siebie samego na drodze małżeństwa, kapłaństwa, diakonatu stałego lub w życiu konsekrowanym, zakonnym czy świeckim: każde powołanie jest ogromnym darem dla Kościoła i dla tych, którzy przyjmują je z radością. Poznanie Pana oznacza przede wszystkim uczenie się zaufania Jemu i Jego Opatrzności, która hojnie rozlewa się w każdym powołaniu. Zaufanie Z poznania rodzi się zaufanie – postawa zrodzona z wiary, niezbędna zarówno do przyjęcia powołania, jak i do wytrwania w nim. Życie bowiem okazuje się nieustannym zawierzeniem siebie i powierzaniem się Panu, nawet gdy Jego plany wstrząsają naszymi planami. Pomyślmy o św. Józefie, który pomimo nieoczekiwanej tajemnicy macierzyństwa Dziewicy, pokłada ufność w Bożym śnie i z posłusznym sercem przyjmuje Maryję oraz Dziecię (por. Mt 1, 18-25; 2, 13-15). Józef z Nazaretu jest ikoną całkowitego zaufania planowi Boga: ufa także wtedy, gdy wszystko wokół niego wydaje się być ciemnością i czymś negatywnym, gdy sprawy zdają się zmierzać w kierunku przeciwnym do przewidywanego. Ufa i zawierza siebie, pewny dobroci i wierności Pana. „W każdych okolicznościach swojego życia Józef potrafił wypowiedzieć swoje « fiat», jak Maryja podczas Zwiastowania i Jezus w Getsemani” [6]. Jak nauczył nas Jubileusz Nadziei, należy pielęgnować niezachwianą i trwałą ufność w obietnice Boga, nigdy nie ulegając rozpaczy, przezwyciężając lęki i niepewności, będąc pewnymi, że Zmartwychwstały jest Panem dziejów świata i naszej osobistej historii: On nie opuszcza nas w najciemniejszych godzinach, ale przychodzi, aby swoim światłem rozproszyć wszystkie nasze mroki. I właśnie dzięki światłu i mocy Jego Ducha – także poprzez próby i kryzysy – możemy widzieć, jak nasze powołanie dojrzewa, coraz bardziej odzwierciedlając piękno Tego, który nas powołał – piękno składające się z wierności i zaufania, pomimo ran i upadków. Dojrzewanie Powołanie nie jest w istocie statycznym celem, lecz dynamicznym procesem dojrzewania, wspieranym przez intymność z Panem: przebywanie z Jezusem, pozwalanie Duchowi Świętemu, by działał w sercach i w sytuacjach życiowych oraz ponowne odczytywanie wszystkiego w świetle otrzymanego daru – to oznacza wzrost w powołaniu. Podobnie jak krzew winny i latorośle (por. J 15, 1-8), tak całe nasze istnienie musi opierać się na mocnej i koniecznej więzi z Panem, tak aby stawało się coraz pełniejszą odpowiedzią na Jego wezwanie – poprzez próby i konieczne „przycinania”. „Miejscami”, w których najbardziej objawia się wola Boża i doświadcza się Jego nieskończonej miłości, są często autentyczne i braterskie więzi, jakie jesteśmy w stanie nawiązać w ciągu naszego życia. Jakże cenne jest posiadanie dobrego przewodnika duchowego, który towarzyszy nam w odkrywaniu i rozwijaniu naszego powołania! Jakże ważne są rozeznanie i weryfikacja w świetle Ducha Świętego, aby powołanie mogło się realizować w całym swoim pięknie. Powołanie nie jest zatem czymś, co nabywa się natychmiast, … Dowiedz się więcej

2026.04.19

Wsłuchując się w duchowy program Piotra naszych czasów, w kontekście trudnych zmagań o przyszłość Polski, Europy i świata, otwórzmy nasze umysły i serca na słowa Pisma – zachęca ks. prof. dr hab. Henryk Witczyk, przewodniczący Dzieła Biblijnego im. św. Jana Pawła II i inicjator obchodzonego w Kościele katolickim w Polsce Tygodnia Biblijnego. W rozmowie z Biurem Prasowym KEP zapowiada XVIII Tydzień Biblijny, który rozpoczyna się w niedzielę, 19 kwietnia, Narodowym Czytaniem Pisma Świętego. Publikujemy pełny tekst rozmowy: Księże Profesorze, dwa tygodnie po Wielkanocy, w tym roku 19 kwietnia, obchodzimy Niedzielę Biblijną, która rozpoczyna XVIII Ogólnopolski Tydzień Biblijny. Czemu ma służyć ten czas? Należy pamiętać o kilku zasadniczych celach. Po pierwsze, organizowany przez Dzieło Biblijne XVIII Tydzień Biblijny jest odpowiedzią na apel o animację biblijną całego duszpasterstwa, który został sformułowany już na Soborze Watykańskim II (Dei Verbum, n. 24), a dobitnie przypomniany podczas nadzwyczajnego synodu O Słowie Bożym w życiu i misji Kościoła (2008 rok). Papież Benedykt XVI w posynodalnej adhortacji apostolskiej Verbum Domini (część druga – Verbum in Ecclesia) wyjaśnia, na czym ma ona polegać: „Nie chodzi o zorganizowanie paru dodatkowych spotkań w parafii czy diecezji, ale o zweryfikowanie, czy zwyczajna działalność naszych wspólnot w parafiach, stowarzyszeniach i ruchach rzeczywiście ma na celu osobiste spotkanie z Chrystusem, objawiającym się nam w swoim Słowie”. Chodzi w niej o jak najlepsze poznanie osoby Chrystusa, Objawiciela Ojca i pełni Objawienia Bożego” (n. 73). Po drugie, konferencje, komentarze do wybranych ksiąg Nowego i Starego Testamentu (m.in. na www.biblista.pl), wykłady i audycje telewizyjne, radiowe oraz internetowe, prezentowane w wymiarze tak ogólnopolskim (Radio Maryja, TV Trwam) jak i diecezjalnym, służą poznawaniu Pisma świętego zgodnie z wiarą Kościoła, w nurcie jego żywej Tradycji. Przedstawiana jest w nich teologia i antropologia biblijna odczytana przy pomocy najnowszych metod naukowej interpretacji ksiąg Pisma świętego, historyczno-krytyczna oraz literacko-biblijna wiedza o procesie powstawania natchnionych ksiąg Pisma świętego (tzw. świadectwa zawarte w samych tekstach o ich pochodzeniu od Boga), o samym charyzmacie natchnienia, o Kościele i zbawieniu. Ma to szczególnie ważne znaczenie dzisiaj, gdy na różnych forach medialnych i internetowych propagowane są przez różne ośrodki anty-ewangelizacyjne indywidualistyczne, wypaczone, instrumentalne, odarte z odniesienia do wymiaru nadprzyrodzonego czy duchowego formy czytania Pisma świętego. Jak przestrzega papież Benedykt XVI: „tam, gdzie nie wdraża się wiernych do poznawania Biblii zgodnie z wiarą Kościoła, w nurcie jego żywej Tradycji, faktycznie pozostawia się duszpasterską pustkę, w której sekty mogą łatwo zapuszczać korzenie” (Verbum Domini, n. 73). Ponadto, obserwujemy dzisiaj w Polsce zjawisko pseudo-naukowych „wykładów” z Pisma świętego na różnych kanałach komunikacji społecznej. Ich autorzy, zazwyczaj specjaliści w jednej wąskiej sferze wiedzy biblijnej, mienią się być specjalistami od wszystkich ksiąg i gotowi są „naukowo” mówić na każdy temat. Epatują zestawionymi ad hoc „argumentami”, najczęściej wziętymi z dawno odrzuconych hipotez, formułowanych sto lat temu w nurcie pan-babilonizmu, historycyzmu czy filologicznej wiwisekcji tekstów natchnionych, odczytywanych w oderwaniu od nurtu ich tradycji, od kanonu, bez uwzględniania podstawowej prawdy o rozwoju Objawienia i jego pełni w Chrystusie. Tydzień Biblijny winien służyć powstawaniu w parafiach czy diecezjach małych wspólnot, które szerzyłyby w swoim środowisku kościelnym i świeckim formację biblijną, modlitwę inspirowaną tekstami natchnionymi Pisma św. Należałoby zaczynać od Księgi Psalmów odczytywanej przez pryzmat objawienia zawartego w Nowym Testamencie – a więc każdy psalm w odniesieniu do Chrystusa i Kościoła. Jest to chrystologiczna i eklezjologiczna lektura Psalmów, zalecana mocno np. przez św. Augustyna i innych Ojców Kościoła. Wspólnoty takie byłyby zdolne propagować w swoich środowiskach poznawanie Pisma świętego według wiary Kościoła. W wielu diecezjach otwierane są Szkoły Słowa Bożego, które przez regularne wykłady z zakresu nauk biblijnych przygotowują liderów dla małych wspólnot w parafiach. Doroczne przeżywanie Tygodnia Biblijnego i Narodowego Czytania Pisma Świętego ma być ważnym impulsem do modlitewnej, osobistej lektury Słowa Bożego. W kościołach każdy wierny może otrzymać karteczkę z proponowanymi mu na cały rok siglami, czyli wskazaniem odpowiednich fragmentów z wymienionych wyżej listów św. Pawła (1-2 Tes; 1-2 Tm; Tt). Każdy z nas winien się wcześniej żarliwie modlić do Ducha Świętego, aby w moje ręce „włożył” w niedzielę Narodowego Czytania Pisma Świętego, 19 kwietnia, takie słowa, którymi chce mnie inspirować w codziennej modlitwie, w osobistym rachunku sumienia i w wypełnianiu chrześcijańskiego powołania w środowisku kościelnym, społecznym, rodzinnym i zawodowym. Te słowa są pełne Ducha Świętego, niosą wierzącym w nie Łaskę na co dzień, podobnie jak przyjmowane regularnie Ciało Pańskie.  Tegoroczne hasło Tygodnia Biblijnego brzmi: „Odważnie głosić Ewangelię Boga”. Wokół jakiego przesłania będzie się koncentrował ten Tydzień? Hasło konkretyzuje temat roku duszpasterskiego: „Uczniowie–Misjonarze”. Co przemienia człowieka w ucznia Chrystusa, a następnie w jego misjonarza? Zapraszamy do pogłębionej lektury pięciu listów św. Pawła (1-2 Tes; 1-2 Tm; Tt), w których jak złota nić przewija się wyrażenie „ewangelia Boga”. Apostoł pisze: „nasze głoszenie Ewangelii wśród was nie dokonało się przez samo tylko słowo, lecz przez moc i przez Ducha Świętego, z wielką siłą przekonania. A wy, przyjmując słowo pośród wielkiego ucisku, z radością Ducha Świętego, staliście się naśladowcami naszymi i Pana, by okazać się w ten sposób wzorem dla wszystkich wierzących w Macedonii i Achai” (1,5-7). Rzecz jasna, chodzi o moc Boga i światło Ducha Świętego. O tej Ewangelii Paweł pisze: „ja nie wstydzę się Ewangelii, jest bowiem ona mocą Bożą ku zbawieniu dla każdego wierzącego, najpierw dla Żyda, potem dla Greka” (Rz 1,16). A uczeń to człowiek napełniony radością i mądrością pochodzącą od Ducha Świętego, naśladujący Chrystusa, w którego wierzy jako Pana – wcielonego i uwielbionego Syna Bożego. Tak żyjąc na co dzień, staje się Jego świadkiem. Co więcej, w swoim środowisku i każdego dnia w sposób najbardziej podstawowy i naturalny pełni rolę misjonarza–reprezentanta, czyli wiarygodnego głosiciela Jezusa – zmartwychwstałego Pana i Ewangelii Boga. Działa w nim bowiem „moc Boża”, która płynie z Ewangelii: „gdy przyjęliście słowo Boże, usłyszane od nas, przyjęliście je nie jako słowo ludzkie, ale – jak jest naprawdę – jako słowo Boga, który działa w was wierzących” (1 Tes 2,13). Moc Boga działa w uczniach-misjonarzach i przez nich dociera do ludzi, którzy jeszcze nie są uczniami Chrystusa, a nawet nie wierzą w Boga. Jak będzie przebiegać Narodowe Czytanie Pisma Świętego, którym rozpocznie się Tydzień Biblijny? Naszym pragnieniem jest, aby we wszystkich kościołach naszego kraju, 19 kwietnia 2026 roku (III Niedziela wielkanocna), na początku Mszy Świętej, po pozdrowieniu, zostały odczytane dwa krótkie fragmenty z Nowego Testamentu z kilkoma pytaniami do rachunku sumienia, a następnie miało miejsce pokropienie zebranych wodą poświęconą w czasie Wigilii Paschalnej. Jest to nawiązanie i swego rodzaju liturgiczna aktualizacja naszego osobistego chrztu, ale także Chrztu Polski sprzed 1060 lat. Chodzi o żywą świadomość Łaski Chrztu i chrześcijańskich korzeni naszego Narodu i Państwa. Swoim hasłem oraz wybranymi do wspólnotowej lektury tekstami tegoroczne Narodowe Czytanie Pisma Świętego w oparciu o 1-2 List św. Pawła do Tesaloniczan, 1-2 List do Tymoteusza oraz List do Tytusa wpisuje się tak w program duszpasterski jak i winno umacniać nas w mądrym przezwyciężaniu trudności w zakresie katechizacji oraz w odważnym dawaniu świadectwa Ewangelii Boga w życiu publicznym. Aby być prawdziwie uczniem i misjonarzem Chrystusa trzeba być odważnym jak heroiczni apostołowie i pierwsi głosiciele nauki Pana w radykalnie i „krwawo” antychrześcijańskim imperium rzymskim, o których św. Paweł mówi: „Odważyliśmy się w Bogu naszym głosić wam Ewangelię Bożą pośród wielkiego utrapienia” (1 Tes 2,2). Gdzie odbędą się centralne obchody XVIII Tygodnia Biblijnego i Narodowego Czytania Pisma Świętego w dniu 19 kwietnia br.?  W nawiązaniu do dziesięcioletniej tradycji, pierwszy akt Narodowego Czytania Pisma Świętego będzie miał miejsce w niedzielę 19 kwietnia w sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach. Liturgię Najświętszej Ofiary, ze wstępnym rytem czytania i aspersji, sprawował będzie metropolita krakowski kard. Grzegorz Ryś. Liturgię będzie transmitować na żywo TVP 1 o godz. 7.00. Z kolei uroczystej celebracji Narodowego Czytania Pisma Świętego o godz. 9.00, w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie, transmitowanej przez TV Polsat, będzie przewodniczył ks. prof. dr hab. Marcin Kowalski, członek Papieskiej Komisji Biblijnej. Centralna celebracja Narodowego Czytania Pisma Świętego będzie miała miejsce … Dowiedz się więcej

I Synod Diecezji Bydgoskiej

Organista: ŚPIEWAJCIE BOGU W WASZYCH SERCACH             Motto: „Słowo Chrystusa niech w was mieszka w całym swym bogactwie: z całą mądrością nauczajcie i napominajcie siebie psalmami, hymnami, pieśniami pełnymi ducha, pod wpływem łaski śpiewajcie Bogu w waszych sercach” (Kol 3,16).             Te słowa św. Pawła stanowią nie tylko motto niniejszej refleksji, ale także głęboki klucz do zrozumienia sensu I Synodu Diecezji Bydgoskiej. Synod jest bowiem czasem wsłuchiwania się w Słowo Chrystusa po to, aby porządkować, odnawiać i umacniać życie wspólnoty diecezjalnej – w duchu mądrości, jedności i odpowiedzialności.             Jako organista, od lat posługujący w liturgii Kościoła, spoglądam na synod z perspektywy muzyki i śpiewu, które są nieodłącznymi wyrazami kultu Bożego. Muzyka kościelna nie jest dodatkiem ani jedynie estetycznym uzupełnieniem celebracji. Jest integralną częścią liturgii, formą modlitwy wspólnotowej i nośnikiem treści wiary. Przez śpiew, Kościół nie tylko oddaje chwałę Bogu, ale także naucza, umacnia i jednoczy wiernych.             Celem synodu jest uporządkowanie spraw wspólnoty diecezjalnej, również w obszarze sprawowania kultu Bożego. Dotyczy to sposobów okazywania czci Bogu w liturgii wspólnoty wiernych – zarówno w gestach, znakach, słowie, jak i w muzyce oraz śpiewie. Liturgia nie jest przestrzenią dowolności, lecz skarbem Kościoła, który został nam powierzony. Dlatego wymaga troski, wierności i posłuszeństwa normom, które chronią jej godność i teologiczną głębię.             Synod przypomni i uwrażliwi nas na ogólne normy Kościoła dotyczące sprawowania liturgii i ceremonii. Dla muzyków kościelnych oznacza to konieczność nieustannego pogłębiania wiedzy liturgicznej, dbałości o dobór repertuaru, troski o teksty pieśni oraz o właściwe miejsce śpiewu w strukturze Mszy św. oraz innych celebracji. Muzyka ma służyć liturgii, a nie ją przesłaniać; ma prowadzić do modlitwy, a nie do wykonawczego popisu. Jednocześnie synod wypracuje normy obowiązujące w Diecezji Bydgoskiej, które pomogą ujednolicić praktykę liturgiczną i muzyczną w parafiach. To ważny krok ku większej jedności wspólnoty diecezjalnej. Dla organistów, dyrygentów chórów, scholi i wszystkich zaangażowanych w muzykę liturgiczną będzie to czytelny punkt odniesienia, ułatwiający odpowiedzialną i świadomą posługę.             „Śpiewajcie Bogu w waszych sercach” – to wezwanie przypomina, że najważniejszym instrumentem liturgii jest serce człowieka. Nawet najpiękniejsza muzyka nie spełni swego zadania, jeśli nie wypływa z wiary i nie prowadzi do spotkania z Bogiem. Synod jest zaproszeniem do odnowy tak rozumianej postawy: by nasze śpiewy były zakorzenione w Słowie Chrystusa i przeniknięte łaską.             Niech czas synodalnej refleksji pomoże nam na nowo odkryć piękno liturgii sprawowanej zgodnie z nauką Kościoła, w jedności i harmonii. A muzyka i śpiew – uporządkowane, świadome i modlitewne – niech staną się prawdziwym wyrazem wiary Kościoła bydgoskiego, który jednym głosem oddaje chwałę Bogu.                              (Janusz Sierszulski)