Z Bydgoszczy do Seulu – młodzi w drodze na Światowe Dni Młodzieży

Młodzież z parafii św. Jadwigi Królowej w Bydgoszczy przygotowuje się do udziału w Światowych Dniach Młodzieży w Seulu. Przed nimi wyjątkowa podróż – nie tylko do odległej Korei Południowej, ale przede wszystkim do miejsca, w którym spotkają się tysiące młodych ludzi z całego świata. Będzie to czas wspólnej modlitwy, radości, poznawania innych kultur i tradycji, a także okazja do odkrywania, że wiara może łączyć ludzi niezależnie od tego, skąd pochodzą. Światowe Dni Młodzieży są niezwykłym doświadczeniem Kościoła powszechnego. Zrzeszają ludzi z różnych zakątków świata, mówiących różnymi językami, mających odmienne doświadczenia i pochodzących z różnych kultur, ale – co najważniejsze – wyznających podobne wartości. To właśnie spotkanie tej różnorodności i jednoczesnej jedności jest jednym z najpiękniejszych doświadczeń ŚDM. Młodzi mogą zobaczyć, że Kościół nie kończy się na własnej parafii, mieście czy kraju, ale jest wspólnotą obejmującą ludzi na całym świecie. Razem z młodzieżą do Korei Południowej pojedzie ks. Łukasz Krzewiński, który towarzyszył im już podczas wcześniejszych pielgrzymek – na Światowych Dniach Młodzieży w Lizbonie oraz podczas Jubileuszu Młodych w Rzymie. Wspólne wyjazdy były okazją do budowania relacji, przeżywania wiary w międzynarodowej wspólnocie i odkrywania piękna Kościoła, który potrafi gromadzić młodych ludzi z najdalszych zakątków świata. Teraz przed nimi kolejne wspólne doświadczenie – tym razem w Seulu. Dla młodych parafian udział w Światowych Dniach Młodzieży jest czymś więcej niż zwykłą podróżą. To połączenie spotkania z ludźmi, poznawania świata i pogłębiania wiary. Jak mówi Weronika: „Seul przyciąga mnie możliwością poznania zupełnie innej kultury, ludzi i codzienności, ale przede wszystkim młodych osób z różnych krajów, które mimo różnych doświadczeń łączy wiara”. Emilia podkreśla: „Kocham podróżować, poznawać nowe miejsca i ludzi, a możliwość połączenia tego z rozwijaniem swojej wiary i spotkaniem młodych ludzi z całego świata jest dla mnie czymś naprawdę wyjątkowym”. Zuzanna dodaje: „Pragnę uczestniczyć w Światowych Dniach Młodzieży w Seulu, żeby po raz kolejny poczuć cudowną moc wspólnoty Kościoła ludzi młodych z całego świata”. Swoją radością z wyjazdu dzieli się również Zosia: „Światowe Dni Młodzieży zrzeszają ludzi z różnych zakątków świata, mówiących różnymi językami, ale co najważniejsze – wyznających podobne wartości. Kocham także podróże, a Korea to jedno z moich największych marzeń podróżniczych. Dlatego cieszę się, że będę mogła spełnić swoje marzenie, uczestnicząc jednocześnie w takim wyjątkowym festiwalu wiary”. Seul będzie więc dla młodych nie tylko kolejnym punktem na mapie. To szansa na spotkanie ludzi, których być może nigdy wcześniej nie mieliby okazji poznać, na rozmowy, wspólną modlitwę, śpiew i dzielenie się doświadczeniem wiary. Takie spotkania często pokazują, że mimo różnic językowych i kulturowych młodzi potrafią bardzo szybko znaleźć to, co ich łączy. Być może właśnie dlatego doświadczenie ŚDM pozostaje w pamięci na długo po powrocie do domu. Dla części młodych będzie to również spełnienie marzeń o poznaniu Korei Południowej – kraju bardzo odległego od Polski, fascynującego swoją kulturą, historią i nowoczesnością. Możliwość zobaczenia tego świata z bliska, a jednocześnie przeżywania tam tak ważnego wydarzenia religijnego, czyni tę podróż szczególną. Tak daleka wyprawa wiąże się jednak z dużymi kosztami. Dlatego, dzięki otwartości naszego księdza proboszcza Macieja Tyckuna, młodzież naszej parafii będzie prowadziła comiesięczne zbiórki na rzecz wyjazdu do Seulu. Każda forma wsparcia będzie dla młodych bardzo cenna – zarówno modlitwa, dobre słowo, jak i pomoc materialna. Mamy nadzieję, że przygotowania do wyjazdu będą również okazją do wspólnego działania całej naszej parafii. Chcemy, aby droga do Seulu nie była wyłącznie prywatnym przedsięwzięciem kilku młodych osób, ale stała się wspólną drogą naszej wspólnoty. Dzięki modlitwie, życzliwości i wsparciu parafian młodzi będą mogli reprezentować naszą parafię podczas tego wyjątkowego spotkania. Wierzymy, że droga z Bydgoszczy do Seulu będzie nie tylko podróżą kilku osób, ale także wspólnym dziełem całej parafii św. Jadwigi Królowej. Przed młodymi wiele miesięcy przygotowań, pracy i oczekiwania. Mamy nadzieję, że już dziś możemy rozpocząć tę drogę razem – a po powrocie młodzi przywiozą ze sobą nie tylko wspomnienia z Korei, ale przede wszystkim doświadczenie wiary, wspólnoty i spotkania z Kościołem z całego świata.

Dzieje archikolegiaty w Łęczycy.

            Stojąca w niewielkiej wsi budowla należy do najstarszych i najlepiej zachowanych świątyń romańskich w Polsce. W swoich progach przez wieki gościła wielu ważnych książąt i biskupów, którzy podejmowali tu decyzje wpływające na losy całego państwa. Świątynia stoi w szczerym polu. Dawniej obok znajdował się tu gród, pierwsza Łęczyca, czyli Tum, który był jednym z najważniejszych w epoce Piastów. Na miejscu, gdzie dziś wznosi się świątynia, znajdowało się opactwo benedyktynów, jedno z najstarszych w Polsce.             Architektura i sztuka romańska dotarły do Polski z chrześcijaństwem. Do połowy X wieku wszystkie niemal obiekty były wznoszone z drewna. Budowle romańskie były pierwszymi z kamienia. Wznoszono więc świątynie oraz najważniejsze pałace władców  z kamienia.             Prawdopodobnie ok. 1141 roku na miejscu opactwa benedyktyńskiego, z wykorzystaniem kamieni z jego rozbiórki, rozpoczęto budowę ogromnej kolegiaty. Nie ma pewności, co do osoby fundatora. Prawdopodobnie była to Salomea z Bergu, wdowa po Bolesławie Krzywoustym (+1138), która po podziale dzielnicowym, otrzymała ziemię łęczycką jako odprawę wdowią. Fundatorem mógł być także biskup płocki Aleksander z Malome, który 10 lat wcześniej rozpoczął budowę romańskiej katedry w Płocku. Opactwo powstało po 1060 roku. Jego fundatorem mógł być Kazimierz Odnowiciel, który sprowadził benedyktynów. Inny pogląd głosi, że ufundował je Bolesław Chrobry około 997 roku i założył św. Wojciech. Opactwo istniało 80 lat. Około 1140 roku zakonnicy z Łęczycy przenieśli się do Mogilna, a ich kościół i klasztor zostały rozebrane.             W tym miejscu, po benedyktyńskiej świątyni, Salomea z Bergu buduje kolegiatę. Jej wielkość miała podkreślać jej niezależność. Kolegiata łęczycka wielkością była porównywalna z katedrą na Wawelu, więc i na polu budowy świątyń, ich wielkość podkreślała konkurencję o wpływy władzy z księciem senioralnym, który władał Krakowem. Inicjatywę budowy świątyni łęczyckiej popierał arcybiskup gnieźnieński Jakub ze Żnina, niezadowolony także z wpływów Krakowa. Świątynie zbudowano stosunkowo szybko, bo przez 20 lat. Jej konsekracji w 1161 roku dokonał arcybiskup gnieźnieński Janik. W uroczystości wzięli udział wszyscy książęta dzielnicowi oraz: Bolesław Kędzierzawy, Henryk Sandomierski, Kazimierz Sprawiedliwy oraz Odon, syn Mieszka Starego. Byli też obecni wszyscy polscy biskupi.             Przy kościele powstało zgromadzenie kanoników, najstarsze w Polsce pozakatedralne. Dzięki temu, świątynia łęczycka, stała się po katedrze w Gnieźnie, drugą co do ważności w archidiecezji gnieźnieńskiej. W 1180 roku w kolegiacie odbył się zjazd łęczycki. Wzięli w nim udział najważniejsi biskupi, książęta dzielnicowi i świeccy dostojnicy. W jego trakcie został podważony testament Bolesława Krzywoustego i zapisany w nim sposób dziedziczenia dzielnicy senioralnej. Zawieszono prawo senioratu i uzgodniono, że dzielnicy nie będzie obejmował najstarszy z Piastów, lecz tytuł będzie dziedziczony w linii Kazimierza II Sprawiedliwego, najmłodszego z braci. Uchwałę tę potwierdził później papież Aleksander III.             Pomiędzy 1180 a 1572 rokiem w Łęczycy zorganizowano ponad 20 synodów prowincjonalnych. W czasie jednego z nich, zwanego synodem Jakuba herbu Świnka, który odbył się 1285 roku, postanowiono, że modlitwy: Ojcze nasz, Wierzę w Boga i Zdrowaś Maryjo będą odmawiane w języku polskim. Była to forma ochrony polszczyzny wśród kleru, przed postępującym zniemczeniem. Świątynia posiadała również możliwości obronne. W 1241 roku pustoszący Polskę Tatarzy uznali, że świątynia jest nie do zdobycia i odstąpili. W 1294 roku, Litwini pod wodzą Witeusza zaatakowali Łęczycę. Część ludności wymordowali, a świątynie spalili. W pogoni za Litwinami zginął książę łęczycki Kazimierz II. Władzę po nim objął jego brat, książę kujawski Władysław, zwany Łokietkiem, późniejszy król Polski.             W 1331 roku po ataku Krzyżaków, przez 20 lat świątynia była ruiną. Około 1350 roku rozpoczęto odbudowę kolegiaty, a w 1473 roku we wnętrzu świątyni pojawiły się elementy gotyckie, takie jak ostrołukowe arkady, ceglane filary oraz sklepienie krzyżowo-żebrowe. W 1569 roku przed głównym wejściem do kolegiaty wzniesiono renesansową kruchtę, która miała uchronić romański portal, okalający wejście do świątyni.             W 1705 toku Łęczyca padłą ofiarą najazdu szwedzkiego, podczas którego została zniszczona kolegiata. W 1761 roku rozpoczęto generalny remont świątyni, a 20 lat później dokonano przebudowy w stylu klasycystycznym. Projekt wykonywał królewski architekt Efraim Schroeger, który nadzorował także przebudowę katedr w Gnieźnie i Poznaniu. W 1819 roku, rosyjski car Aleksander I zarządził kasatę łęczyckiej kapituły. Tym samym kolegiata utraciła swoją rangę i stała się zwykłym kościołem parafialnym.             W 1939 roku, wskutek działań wojennych, w czasie bitwy nad Bzurą, świątynia została ostrzelana przez artylerię polską, co miało zlikwidować niemiecki punkt obserwacyjny. Spłonęła wtedy wieża i cały dach kościoła. W 1947 roku rozpoczęła się odbudowa. Zdecydowano o przywróceniu jak najbardziej jednolitego, romańskiego wyglądu. Wykonano monolityczny żelbetonowy strop, który wzmocnił konstrukcję całej świątyni. Było to konieczne, ponieważ mury niebezpiecznie odchylały się od pionu. Z zewnątrz, archikolegiata widoczna jest jako monumentalna, trójnawowa orientowana bazylika bez transparentu, czyli nawy poprzecznej. Nietypowe jest to, że budowa posiada dwie absydy: na wschodnim i zachodnim końcu nawy głównej. Z tego powodu główne wejście do świątyni nie znajduje się od strony zachodniej, jak w większości orientowanych świątyń, lecz od strony północnej.             W średniowieczu dwie leżące naprzeciw siebie apsydy symbolizowały dwie władze: kościelną i świecką. W absydzie zachodniej zasiadali książęta ze swoją świtą. Świątynię zbudowano z kamieni polnych, ociosanych bloków granitowych i piaskowca. Grube ściany kościoła na zewnątrz wykonano z niedużych granitowych bloków, między którymi układano kamienie polne w wapiennej zaprawie. Dużymi granitowymi blokami wzmocniono naroża budowli. Kamienia tego użyto również do wykonania obramowań okiennych. Do świątyni wchodzi się przez główne wejście, które znajduje się w renesansowej kruchcie z XVI wieku. Wejście jest obramowane oryginalnym dwunastowiecznym portalem, bogato rzeźbionym, będącym jednym z największych skarbów świątyni. Portal powstał równocześnie z kolegiatą lub 10 lat później. Miejsce wykonania portalu jest nieznane, ale wyglądem przypomina on portale nadreńskie lub z północnej Italii. W centrum portalu, czyli w tympanonie znajduje się wizerunek Matki Bożej z Chrystusem na kolanach, adorowanych przez dwa anioły po bokach. Najcenniejszą pamiątką z czasu budowy świątyni jest XII wieczna polichromia. Znajduje się w absydzie zachodniej. Pod względem rozmiarów, jest to największe malowidło romańskie w Polsce. Przedstawia ono tronującego Chrystusa Pantokratora w centrum, na tle gwiaździstego nieba, w otoczeniu św. Jana Chrzciciela, Matki Bożej oraz symbolicznych postaci z symbolami ewangelistów na kołach. Poniżej, najmniej czytelne, znajdują się wizerunki 12 apostołów.             Pierwotnie całe wnętrze świątyni było otynkowane i polichromowane. Do czasów współczesnych przetrwały niewielkie fragmenty zdobień, które można zobaczyć wokół okien w prezbiterium. Z ciekawostek związanych z kolegiatą łęczycką, należy wymienić kamienną płytę z wyrytą figurą leżącego człowieka ze złożonymi rękami. Płyta pochodzi z XII wieku i przedstawia najprawdopodobniej rycerza z mieczem w dłoni.             W 1153 roku w Tumie, czyli pierwszej Łęczycy, zmarł Piotr Włastowic, możnowładca i palatyn – w praktyce druga osoba w państwie, zastępujący króla podczas jego nieobecności, czyli Bolesława Krzywoustego i Władysława II Wygnańca. Podanie mówi, że Piotr został tam pochowany. Jednak bardziej prawdopodobne zdaje się być, że pochowano go w ufundowanym przez niego opactwie benedyktyńskim w Ołbinie na terenie dzisiejszego Wrocławia.             Zachęcam do zwiedzenia tego najpiękniejszego zabytku budownictwa romańskiego w naszym pięknym kraju. To będzie jednocześnie wspaniałe doświadczenie przeniesienia się w głębie historii naszej Ojczyzny, czego Archikolegiata w Łęczycy jest świadkiem. Ks. Leszek Chudziński 2026

Dom zakonny Świętej Elżbiety w Bydgoszczy

Dnia 24 lutego 2007 roku Matka Generalna M. Samuela Werbińska na prośbę Przełożonej Prowincji Toruńskiej Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety, Siostry M. Anny Kołodziejczyk, po wcześniejszym erygowaniu domu zakonnego dnia 19 lutego 2007 przez Biskupa Diecezji Bydgoskiej, dekretem ustanowiła dom zakonny Świętej Elżbiety w Bydgoszczy przy ul. generała Stanisława Grzmota Skotnickiego 7. Dom oficjalnie został otwarty i gotowy na przyjęcie Sióstr dnia 5 czerwca 2007 r. Dom od samego początku był przeznaczony głównie dla starszych i schorowanych Sióstr, które wymagały stałej opieki. Dlatego też nadano mu status Domu Sióstr Emerytek z wszystkimi jego prawami i przywilejami, jakie przysługują tego typu domom. Organizacja i plan dnia zostały starannie przystosowane do funkcjonowania osób chorych i starszych. Pierwszych osiem, starszych i schorowanych, w tym obłożnie chorych Sióstr przybyło do nowo założonego domu z Chełmży w czerwcu 2007 r. Najważniejszym miejscem każdego domu zakonnego jest kaplica z Najświętszym Sakramentem, dlatego też dnia 20 marca 2007 r. ówczesny Ordynariusz na prośbę Przełożonej Prowincji, Ks. Bp Jan Tyrawa erygował kaplicę p.w. Świętej Elżbiety. Każdego dnia w kaplicy domu Świętej Elżbiety, – bo taka nazwę mu nadano – była odprawiana Eucharystia. Siostry swoją modlitwą, ofiarowywanym każdego dnia trudem i cierpieniem, a także drobnymi zajęciami i pracami wykonywanymi na miarę swoich możliwości, łączyły się z cierpiącym Chrystusem, służąc w ten sposób Kościołowi, Zgromadzeniu i tym, którzy prosili Je o modlitwę. Takie właśnie było i jest nadal posłannictwo osoby ludzkiej u schyłku życia ziemskiego. Pierwszą Przełożoną domu przy ul. Skotnickiego 7 była S.M. Zenobia Maliszewska. Przez 19 lat istnienia domu przy ul. Skotnickiego 7 swoją posługę pełniły również Siostry, które pracowały w katechizacji i jednocześnie ofiarnie starały się służyć starszym i chorym Współsiostrom. 19 lat pobytu Sióstr Elżbietanek w tym miejscu stanowi część historii, która wpisuje się w całą historię Zgromadzenia, ale także w historię parafii p.w. Królowej Jadwigi i tych miejsc, w których Siostry posługiwały, jako katechetki. Za wszystkie te lata Zgromadzenie wyraża Bogu swoje dziękczynienie, ale także jest ono skierowane do Kapłanów, którzy posługiwali naszym Siostrom. Wiele z tych Sióstr przekroczyło próg wieczności. Funkcjonowanie Domu Sióstr Emerytek było możliwe dzięki pomocy i życzliwości wielu ludzi. Za nich również Bogu dziękujemy. Bożej Opatrzności pozostawiamy naszą teraźniejszość i przyszłość. Najświętszym Sercu Jezusa zawierzamy wszystkich i to wszystko, co z Jego woli się tu wydarzyło. Bogu niech będą dzięki. s. Krzysztofa Z dziękczynieniem stajemy przed Bogiem za dar obecności i posługi Sióstr w naszej parafialnej wspólnocie. Dziękujemy za Waszą modlitwę, życzliwość, oraz za wszelkie dobro, którym dzieliłyście się z nami. Wdzięczni jesteśmy za obecność Sióstr katechetek, za pracę z dziećmi i młodzieżą oraz za świadectwo wiary i oddania Bogu. Jako kapłani i parafianie mówimy dziś z serca: Bóg zapłać za każdą modlitwę, dobre słowo, uśmiech i cichą ofiarę. Za wszystko, co uczyniłyście dla naszej wspólnoty – serdecznie dziękujemy. Niech Pan Bóg wynagrodzi Wam wszelkie dobro, a św. Elżbieta otacza Was swoją opieką. Pozostaniecie w naszej wdzięcznej pamięci i modlitwie. Kapłani i Parafianie

Historia królewskiego zamku w Bobolicach

            Zamek jest położony w miejscowości Bobolice, leżącej na szlaku tzw. Orlich Gniazd. Tam też wykorzystując konfiguracje terenu, król Kazimierz III Wielki w latach 1350-1352 wybudował na skale o wysokości 380 m n. p. m. zamek obronny, wzmacniając szlaki handlowe biegnące wzdłuż granic z Królestwami Czech i Węgrami.             Obiekt zamkowy wymieniają kronikarz Janko z Czarnkowa, jak i Jan Długosz.Po bezpotomnej śmierci ostatniego króla z dynastii Piastów, zamek przeszedł pod władania jego siostrzeńca i przyszłego króla Polski – Ludwika Węgierskiego, który z okazji swej koronacji nadał na prawie lennym księciu opolskiemu Władysławowi, który włączył dobra ziemskie bobolickie do księstwa wieluńskiego. Dziewięć lat później, forteca została przekazana Węgrowi Andrzejowi Schorzy.             Po śmierci króla Ludwika Węgierskiego, tron polski otrzymała jego córka Jadwigaz Andegawenów. Podczas odbywającego się zjazdu politycznego w Sieradzu, postawiono wystosować postulat, na mocy którego dobra trwałe miały wzmocnić władzę królowej Jadwigi. Na liście dóbr znalazł się również zamek w Bobolicach.             Od końca XIV wieku z biegiem czasu, zamkiem władały rodziny: Szafrańców, Trestków, Krezów, Chodakowskich, Męcińskich i Myszkowskich. W 1584 roku zamek mocno ucierpiał wskutek najazdu Maksymiliana Habsburga, pretendenta do tronu polskiego. Ostatecznie Maksymilian został pokonany i dostał się do niewoli. Do upadku zamku przyczyniły się wojny ze Szwedami w latach 1655-1658. Inwentarz spisany w 1700 roku podaje, że zrujnowana budowla była wykorzystywana do celów mieszkalnych i gospodarczych przez ówczesnego dzierżawcę dóbr bobolickich – Jerzego Rutkowskiego. Później zapewne budowla została opuszczona.             Obecny kształt zamku jest wynikiem odbudowy zakończonej w 2011 roku. Właścicielami zamku są bracia Laseccy. W zamku zlokalizowano muzeum, hotel oraz restaurację. Zamek jest też udostępniony do zwiedzania. Prace budowlane trwały kilkanaście lat. Rozpoczęto je od renowacji wieży obronnej oraz murów obwodowych zamku dolnego, potem odtworzono klatkę schodową, komnaty i pomieszczenia na piętrze oraz basztę. W czasie prac rekonstrukcyjnych w 70% wyeksponowano oryginalne mury.             Gdy chodzi o układ przestrzenny pierwotnej, średniowiecznej budowli, nie dysponujemy żadnymi danymi, które umożliwiałyby jego dokładne rozpoznanie. Wśród resztek murów wzniesionych z miejscowego kamienia wapiennego, można wyróżnić mur obwodowy, biegnący po obrzeżach wzgórza. W jego obrębie mieścił się zapewne budynek mieszkalny. W wieku XV system obronny wzmacniały półkoliste baszty.             Zamek obronny w Bobolicach jest dobrym przykładem na to, jak inwestycje mogą wskrzesić dawno nieistniejące zabytki, które poprzez stulecia były kwalifikowane jako ruiny. Przedstawia również ideę wzmocnienia terenów Korony Polskiej, którą realizował król Kazimierz Wielki, lokując 55 zamków i 80 opasując murami obronnymi.                                                                                                ks. kan. Leszek Chudziński 2026

Sylwetka nowego proboszcza Parafii św. Jadwigii Królowej

Ks. Maciej Tyckun pochodzi z parafii św. Wita w Słupach w dekanacie Szubin. Od wczesnych lat życia był związany z posługą w kościele parafialnym. Po zdaniu matury w Liceum Ogólnokształcącym w Kcyni wstąpił do Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie. Święcenia kapłańskie przyjął 18 maja 2002 roku. Pierwszą parafią w której pełnił posługę była parafia św. Wawrzyńca w Nakle nad Notecią. Po utworzeniu Diecezji Bydgoskiej Biskup Jan Tyrawa skierował ks. Macieja na studia z zakresu teologii moralnej na Katolicki Uniwersytet Lubelski. Po powrocie ze studiów pracował duszpastersko w parafiach: Św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Solcu Kujawskim i w Bydgoszczy m.in. w parafiach: św. Mateusza, św. Piotra i Pawła i św. Jana Pawła II. W tym czasie od 2010 roku był Moderatorem Diecezjalnym Ruchu Światło-Życie, prowadząc liczne rekolekcje dla Oazy Rodzin i organizując rekolekcje dla dzieci i młodzieży. Wraz z Oazą był odpowiedzialny za organizację Bydgoskiego Orszaku Trzech Króli – przez dziewięć lat oraz współorganizował Bieg i Maraton bł. Ks. Jerzego Popiełuszki. W tym czasie przez wiele lat prowadził zajęcia w Wyższym Seminarium Duchownym Diecezji Bydgoskiej z zakresu teologii moralnej i spowiednictwa. W 2023 roku został proboszczem w Krostkowie – parafii powstałej w XII w. liczącej niecałe siedemset osób, gdzie duszpasterzował przez 3 lata od 1920 do 1923r. bł. Michał Kozal. Na mocy dekretu wydanego przez ks. Biskupa Krzysztofa Włodarczyka 30 sierpnia 2026r. rozpoczął pracę duszpasterską w naszej Parafii. Ks. Proboszcz pochodzi z wielodzietnej rodziny. Trzy siostry rodzone wstąpiły do klasztoru: s. Emanuela do Sióstr Klarysek od Wieczystej Adoracji w Bydgoszczy przy ul. Gdańskiej, dwie do Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo: s. Dorota w Chełmnie i s. Anna w Ostrzycach k. Kartuz. Ulubieni święci: św. Joanna Beretta Mola (w Solcu Kujawskim powstał ołtarz z relikwiami św. Joanny) i św. Szarbel (relikwie św. Szarbela w Krostkowie)

Rotunda św. Prokopa w Strzelnie

            Rotunda św. Prokopa w Strzelnie zbudowana na planie koła, położona jest przy placu św. Wojciecha. Zapis w kronice Jana Długosza podaje datę 16 marca 1133 roku jako dzień jej konsekracji.             Budowla została wykonana z granitowych ciosów kamiennych z elementami piaskowca oraz późniejszymi elementami z cegły. Do rotundy od strony wschodniej przylega prezbiterium na planie kwadratu, przykryte sklepieniem krzyżowo-żebrowym. Trzeba tu nadmienić, że jest to jedyna na świecie romańska świątynia z czworokątnym prezbiterium, a od północy – dwie małe apsydy. Od strony zachodniej – wysoka wieża z wydatną skarpą od strony zachodnieji emporą na piętrze. Podczas przebudowy w końcu XV wieku rozebrano i wymurowano ponownie w cegle górną część wieży i dodano do niej ceglaną skarpę od zachodu. Z upływem czasu rotunda przestała pełnić funkcje kultowe i została włączona do zespołu klasztoru norbertanek jako furta klasztorna. Jej sakralny charakter przywrócono w XVIII wieku. Podczas konsekracji w 1779 roku zmieniono wezwanie świątyni św. Krzyża na św. Prokopa.             W czasie wojen napoleońskich w 1812 roku, świątynia została sprofanowana przez przeznaczenie jej na cele gospodarcze: rozebrano apsydy od północy i dodano do wieży czworoboczną kondygnację. W 1862 roku dokonano pierwszej konserwacji kościoła. Odtworzono wtedy apsydy od północy i część okien romańskich. Kolejna konserwacja świątyni przypadła na lata 1924-25, próbując dostosować wnętrze do potrzeb kultu.             W czasie II wojny światowej rotundę ponownie zamieniono na magazyn. W 1945 roku, Niemcy podłożyli ładunki wybuchowe w rotundzie. Wybuch i pożar zniszczyły górne partie wieży i całe wyposażenie wnętrza, natomiast mury przetrwały. Prace budowlano-konserwacyjne przeprowadzono w latach 1948-52, przywracając pierwotny romański charakter świątyni. W zamknięcie empory wieży wmontowano biforium, czyli dwudzielne okno, wsparte na oryginalnej romańskiej kolumnie. Do elementów wystroju należą: odlew tympanonu fundacyjnego (z oryginału zachowała się głowa Chrystusa), kropielnica z XII wieku wykonana z jednej bryły kamienia, romański grobowiec, pięć stacji drogi krzyżowej, wykonanychw drewnie w XVII wieku, płaskorzeźbione wizerunki św. Onufrego i św. Marii Egipcjankiz XVI wieku.             Tympanon fundacyjny jest widoczny jako rekonstrukcja tympanonu fundacyjnego kościoła, którego oryginał został zniszczony w 1945 roku. Kopię wykonano na podstawie zachowanego odlewu oraz zachowanych fotografii. Gdyby zachował się oryginał, byłby najstarszym tympanonem fundacyjnym w Polsce oraz jednym z najcenniejszych zabytków romańskich. Romańskie tympanony fundacyjne w Polsce, posiadają jedynie kościoły w Strzelnie i Wrocławiu. Na tympanonie przedstawiono trzy postacie:             Nie posiadamy żadnych dokumentów, które przekazałyby nam imiona fundatorów. Możemy się jedynie domyślać, że był nim wojewoda Krystyn, syn Piotra Wszeborowicza, dobroczyńcy norbertanek ze Strzelna. Kobieta natomiast to zapewne przeorysza. W czasie wakacyjnych wędrówek zachęcam do zwiedzania tego pięknego zabytku położonego niedaleko Bydgoszczy.                                                                                                           ks. Leszek Chudziński

Bł. bp Michał Kozal, Patron Diecezji Bydgoskiej

„Oto człowiek, jeszcze jeden wśród tych, w których okazała się Chrystusowa władza «w niebie i na ziemi». Władza miłości – przeciw obłędowi przemocy, zniszczenia, pogardy i nienawiści” – mówił św. Jan Paweł II. Papież Polak, któremu nieobce było okrucieństwo wojny i okupacji, wypowiedział te słowa 14 czerwca 1987 roku podczas uroczystości beatyfikacyjnych bł. Michała Kozala na placu Defilad w Warszawie. Biskup męczennik jest patronem wspólnot parafialnych, całego Kościoła Bydgoskiego. To dobra okazja, by przywołać życiorys błogosławionego, prosząc jednocześnie o gorliwą modlitwę w intencji jego kanonizacji. Michał Kozal urodził się jako najmłodszy z dwojga rodzeństwa 25 września 1893 roku w Nowym Folwarku k. Krotoszyna. Oprócz starszego brata, Wojciecha, miał pięcioro przyrodniego rodzeństwa z pierwszego małżeństwa matki – Marianny, która jako wdowa poślubiła jego ojca, Jana. To właśnie z rodziny przyszły kapłan wyniósł takie wartości, które na pewno zadecydowały o jego przyszłym życiu – szczerą i głęboką religijność, pilność, poczucie obowiązku oraz głębokie umiłowanie polskich tradycji patriotycznych. Na kapłana został wyświęcony pod koniec I wojny światowej – w 1918 roku. Pracował m.in. jako prefekt w bydgoskim gimnazjum, a później jako rektor seminarium w Gnieźnie. Sakrę biskupią otrzymał zaledwie dwa tygodnie przed wybuchem II wojny światowej z rąk biskupa włocławskiego Karola Radońskiego. Został aresztowany przez gestapo 7 listopada 1939 roku i osadzony w więzieniu włocławskim, gdzie przebywał blisko dziesięć tygodni. Następnie internowano go w klasztorze salezjanów w Lądzie, skąd przewieziony został do obozu koncentracyjnego w Dachau. Zabito go 26 stycznia 1943 roku, podając śmiercionośny zastrzyk w obozowym baraku dla chorych. Cennym źródłem wiedzy pozostaje książka autorstwa Teresy Bojarskiej z 1971 roku, zatytułowana „Cierniowa mitra”. Opisuje ona najważniejsze etapy życia patrona diecezji bydgoskiej. „W pamięci współwięźniów zapisał się ks. biskup Kozal przede wszystkim ukochaniem modlitwy (…). Twarz w dłoniach lub ręce splecione na piersiach, wzrok utkwiony w tabernakulum” – wspomina ks. Józef Świniarski. „Zdumiewał mnie swoim oczytaniem, a nie zbrakło mu zmysłu filozoficznego: promieniowała z niego prawość, uderzała i ujmowała nieśmiałość natur dogłębnie szlachetnych…” – tak charakteryzował postać biskupa Kozala Adam Grzymała-Siedlecki we wspomnieniach z Pawiaka „Sto jedenaście dni letargu”. Diecezja posiada relikwie biskupa-męczennika, którego ostatnią suknią był obozowy pasiak, a na Cmentarzu Nowofarnym w Bydgoszczy można odnaleźć grób jego matki – niezwykle cenną pamiątkę, symboliczny ślad po błogosławionym. Ojciec przyszłego biskupa – Jan Kozal poślubił Maryannę z domu Płaczek 12 listopada 1888 roku. Wdowa po Pawle Koniecznym miała pięcioro dzieci: Jana, Zofię, Konstancję, Jadwigę i Agnieszkę. Do rodziny w kolejnych latach dołączyli Wojciech oraz Michał. Maryanna Kozalowa zmarła 10 lutego 1927 roku w wieku 75 lat. Jej odrestaurowany grób jest miejscem modlitwy kolejnego już pokolenia. Warto także zatrzymać się w katedrze bydgoskiej. W prezbiterium wyeksponowano obraz z wizerunkiem bł. bp. Michała Kozala. Pod nim znajduje się tablica informacyjna, m.in. z datą narodzin i męczeńskiej śmierci patrona diecezji.                                                                                    Cyt. za: www.diecezja.bydgoszcz.pl

Książe Polski Kazimierz Odnowiciel 1034-1058

            W naszych historycznych rozważaniach, które kontynuujemy na gościnnych ramach Tygodnika Parafialnego, nie może zabraknąć miejsca dla postaci zapomnianej, jak i tajemniczej – chodzi o księcia Kazimierza zwanego Odnowicielem. Jemu przypadła przecież bardzo trudna rola nie tylko, jeśli mowa o panowaniu dynastii piastowskiej, ale o istnienie państwa.             Zaczynał jako dwudziestolatek, niemal w beznadziejnej sytuacji, po potężnych zniszczeniach dokonanych przez czeskiego księcia Brzetysława II, w sytuacji, kiedy jak pisze kronikarz naszych dziejów Gall Anonim: „zarówno od obcych jak i od własnych mieszkańców Polska doznawała takiego spustoszenia, że w zupełności niemal obraną z bogactw i ludzi.” To Kazimierz łatał zniszczenia spowodowana pierwszym kryzysem monarchii wczesnopiastowskiej.             Do tego, aby dzieje trwały, potrzebny był wybór, bardzo trudny. Był on w rękach ostatniego męskiego potomka królewskiego rodu Bolesława – Kazimierza Karola. Około 1038 roku musiał uchodzić na Węgry. Tam został przyjęty przez króla Stefana, który w sierpniu wspomnianego roku zmarł. Jego następca – Piotr Orseolo – zgodził się wypuścić Kazimierza do Niemiec. Tam ostatni piastowicz miał potężnych protektorów na cesarskim dworze: poczynając od swojej matki Rychezy i wuja Hermana, arcybiskupa Kolonii. Został też życzliwie przyjęty przez cesarza Konrada. W tej scenerii, mógł Kazimierz rozpocząć karierę polityczną. Jednak stało się inaczej. Gall Anonim pisze, że Kazimierz postanowił wrócić do Polski i poufnie oznajmił to matce. Ona przekonywała go, by nie wracał do ludu wiarołomnego i jeszcze niezupełnie utwierdzonego w chrześcijaństwie, lecz spokojnie zadowolił się posiadaniem matczynego dziedzictwa – i cesarz prosił, aby pozostał z nim, chcąc mu nadać nie byle jakie księstwo Kazimierz odrzekł: „Żadnego dziedzictwa po wujach lub matce nie posiada się tak słusznie i zaszczytnie, jak dziedzictwa po ojcu”. Zebrawszy 300 zbrojnych rycerzy wkroczył w granice Polski. Z oddanego mu grodu, powoli z męstwem, jak i podstępem, uwolnił całą Polskę, zajętą przez Pomorzan, Czechów i inne sąsiednie ludy i poddał je pod swoje władztwo.             Bez wyboru, którego dokonał Kazimierz, zwany z tego powodu Odnowicielem, Polski by nie było.             Kazimierz rozpoczął rządy w bardzo trudnej sytuacji. Kraj był rozsadzony od wewnątrz i uszczuplony przez sąsiadów. Kazimierz zamierza przywrócić granice państwa sprzed 1034 roku, a więc państwa złożonego z Wielkopolski, Małopolski, Śląska, Pomorza i Mazowsza. Zamiar został zrealizowany do około 1050 roku.             Czas rządów Kazimierza, to czas bardzo trudny. Od początku wystąpiła przeciw niemu opozycja możnowładców. Polska owej epoki, to stan bezrządu, w którym pojawiły się konkurujące ze sobą stronnictwa, ześrodkowane wokół ambitnych możnowładców pokroju Miecława, ale także kasztelanów grodowych.             W tej sytuacji, jak pisze Gall Anonim: „trud orężnego pokonania własnego ludu i swoich prawowitych poddanych”. Najsilniejszym ogniwem opozycji był wspomniany wcześniej Miecław, dawny cześnik Mieszka II. Jako rządca silnego Mazowsza, pozwolił sobie sprzeciwić się odbudowie rządów Kazimierza. Dopiero wskutek najazdów zbrojnych, z których ostatni miał miejsce w 1047 roku, Mazowsze znalazło się pod władzą Kazimierza. O przebiegu odbudowy struktur państwa przez Kazimierza niewiele wiemy. Trud wysiłków władcy był wielki, bo Kazimierz nie tyle odnawiał, co budował od nowa. W sytuacji wewnętrznej oswobodzonego kraju, nastąpiło przesunięcie centrum państwa ze zniszczonej Wielkopolski do silniejszej Małopolski. Zyskał na tym Kraków, zwrócony Kazimierzowi w 1041 roku, będący w przeciwieństwie do grodów wielkopolskich, dawnymi ośrodkami władcy, niezniszczony. Wdzięczni władcy lokalni za awans, stworzyli nową warstwę społeczną feudałów świeckich i duchownych. Wobec spokojniejszej sytuacji międzynarodowej książę nie skupiał się na budowie siły militarnej, ograniczając ją do ekipy wojów, którzy otrzymywali dział ziemi, ale musieli samych siebie wyekwipować. Równocześnie z porządkowaniem kraju, Kazimierz prowadził politykę zagraniczną, mającą na celu uniezależnienie się od sąsiadów. Obraz postępowania sąsiadów Polski na początku panowania Odnowiciela, przedstawił kronikarz Gall Anonim: „Królowie i książęta sąsiedni, każdy od swojej strony, gnębili Polskę i do swego władztwa przyłączali miasta i grody graniczne, lub zdobywszy, równali je z ziemią”. Trzeba też wspomnieć, że nie zawsze układy sprzyjały nowemu władcy. Możni podnieśli bunt przeciw Kazimierzowi, który musiał ratować się ucieczką na Węgry, znajdując się tym samym wśród nieprzyjaciół. Król węgierski Stefan I – sojusznik Czechów – Kazimierza uwięził. Wypuścił go dopiero w 1018 roku następny władca – Piotr.             Układ w Ratyzbonie zawarty w 1041 roku zakończył zwycięską dla Niemców wojnę cesarza Henryka III z czeskim Brzetysławem. Skutkiem tego układu był nakaz cesarza, by Czesi zwrócili Polsce Małopolskę, lecz bez Śląska i Łużyc. Oto musiał jeszcze polski książę powalczyć. Stało się to w 1050 roku, gdy Kazimierz wbrew woli cesarza zajął Śląsk. Jego gniew został uśmierzony przez Kazimierza, który powstrzymał cesarza, gotowego dokonać inwazji na Polskę.             Kazimierz tymczasem szukał nowych sojuszników. Zawarł przymierze z księciem kijowskim Jarosławem, poślubiając jego siostrę – Dobroniegę Marię. Siostra Kazimierza – Gertruda – poślubiła Jarosława, najstarszego syna władcy kijowskiego, a nieznana z imienia siostra Kazimierza, poślubiła Belę, późniejszego władcę Węgier. W 1043 roku Kazimierz wraz z Jarosławem Mądrym wyprawili się na Mazowsze. Nasz władca prowadził też wojnę, mającą na celu zdobycie i przyłączenie Pomorza. W 1049 roku zaatakował Śląsk. W tym samym roku, Kazimierz zawarł pokój z Czechami oraz z księciem pomorskim.             W 1047 roku wspólna polsko-ruska wyprawa zlikwidowała państwo Miecława. W 1050 roku, Kazimierz podjął próbę zdobycia Śląska, co zakończyło się powodzeniem. W 1051 roku Czesi interweniowali w tej sprawie u cesarza, co doprowadziło do zjazdu w 1054 roku. Cesarz Henryk III przyznał księciu polskiemu do posiadania Śląska, uznając jednocześnie zwierzchnie prawa cesarskie na tą dzielnicą. Władca polski co roku miał płacić księciu czeskiemu 500 grzywien srebra i 30 grzywien złota. Poza wpływami Kazimierza pozostało Pomorze. Pomorzanie opierali się, dowodząc tym, że nie chcą być Polakami. Z czasem jednak udało się Kazimierzowi uzależnić Pomorze. Tak o tym pisze Gall Anonim w swojej kronice: „Tym razem bowiem Pomorzanie wyprowadzili do boju cztery legiony rycerzy. Kazimierzowe zaś rycerstwo nie stanowiło nawet połowy jednego legionu. Ale cóż? Gdy przybyli na pole bitwy, Kazimierz jako mąż wymowny, a doświadczony, w ten sposób zachęcał swych rycerzy: Oto dzień od dawna upragniony, oto kres trudów i walk ziszczony, pogromiszczy fałszywe chrześcijany, już bez trwogi uderzcie na pogany. To nie liczba stanowi o zwycięstwie, lecz kogo Bóg swą łaską wesprze w męstwie, wspominajcie więc dawniejszą waszą cnotę. I walczcie, by nie walczyć nigdy potem! To powiedziawszy, z pomocą Bożą, rozpoczął walkę i wielkie odniósł zwycięstwo!”             Polska została odbudowana dzięki mądrej i korzystnej dla kraju polityce Kazimierza przy poparciu cesarza niemieckiego. Państwo Kazimierza Odnowiciela nie było tak potężne, jak za panowania pierwszych Piastów, ale było niepodległe i w dużym stopniu zjednoczone.             Obok rycerstwa, fundamentem państwa był Kościół katolicki. To on stanowił elitę intelektualną kraju. Pierwsze kadry dla odtworzenia Kościoła, wyszły prawdopodobnie z opactwa benedyktyńskiego w Brannweiller, założonego przez królową Rychezę. Stamtąd mógł pochodzić też mnich Aaran, który w 1046 roku został wyświęcony na biskupa, który z kolegium mnichów na Wawelu utworzył kapitułę. Z fundacji Odnowiciela powstało benedyktyńskie opactwo w Tyńcu koło Krakowa oraz w Mogilnie – dziś na Kujawach. Jednak Kazimierzowi nie udało się odtworzyć silnej organizacji kościelnej – począwszy od archidiecezji gnieźnieńskiej. Jednak pojawiły się zastępy mnichów, wraz z którymi następował powolny renesans kultury.             Powstawały księgi, czyniące znajomość łaciny. Za panowania tego władcy pojawiły się znakomite dzieła, np. „Kodeks Gertrudy” – przypisywany ciotce Kazimierza. Na nowo też poczęto czynić zapiski w rocznikach kościelnych. Pięknie to trudne i owocne życie przedstawił w krótkim wierszu Juliusz Niemcewicz: W dalekim kraju, w zapadłym klasztorze Znaleźli króla zamkniętym, Z schyloną głową i w prostym ubiorze Klęczał przed ołtarzem świętym. Przez Rzym od świętych ślubów uwolniony, Tknięty niedolą ojczyzny, Wraca, Polaków hufcem otoczony, Goić ciężkie kraju blizny. Co naród życzył, Kazimierz uiścił: Błędy nierządu poprawił, Z Niemców, Rusinów granice oczyścił I kraj kwitnącym zostawił. Julian Urszyn Niemczewicz, Kazimierz Mnich Kazimierz zmarł 19 marca 1058 roku. Nie jest wiadome miejsce jego pochówku: może … Dowiedz się więcej

Kielich królewski z Trzemeszna

Tematem artykułu jest pochodzący z Trzemeszna kielich. Wyobrażone są na nim sceny z koronacji królewskich Dawida i Salomona, a także inne wydarzenia z Pierwszej Księgi Samuela i obu Królewskich. W Starym Testamencie określane były jako „Księgi Królów.”            Obecność kielicha w Trzemesznie potwierdzona jest od przełomu średniowiecza. Jakie było pierwotne przeznaczenie tego kielicha? Kielich królewski często jest łączony z drugim kielichem, nieco starszym i większym, posiadającym patenę. Oba kielichy określa się często jako kielichy Dąbrówki. Pod spodem stopy na obu naczyniach jest napis odnoszący się właśnie do niej. Na jednym z kielichów tzw. niellowanym widnieje, podchodzący z połowy XVII w., grawerowany kursywą napis: Serenissima Dąbrawka Eecle Tremescensis obtulit 965. Kościół trzemeszeński posiada bardzo starą metrykę oraz duże znaczenie z uwagi na kult św. Wojciecha w średniowieczu. Utrzymujący się pogląd, że na przełomie X i XI wieku istnienie przedromańskiego kompleksu benedyktyńskiego, w którym do czasu złożenia w Gnieźnie ciała św. Wojciecha, miało przebywać w Trzemesznie, nie wytrzymało w świetle najnowszych badań konfrontacji. Pierwszy kościół powstał nie wcześniej niż przed połową XII w. Wobec jednak braku wcześniejszych dokumentów, musimy opierać się na późniejszych zapiskach. Wzmianka o kielichach pochodzi z kroniki klasztornej z XVI wieku. Zapis ten został powtórzonyw kronice z poł. XVII w., znanej z odpisu z XIX w. W latach 1644  i 1666 wymieniony jest jako Dar Dobrawy, żony Mieszka I. W czasie II wojny światowej, pomimo ukrycia go pod posadzką kościoła, został wywieziony do Poznania, by w 1944 roku znaleźć się w Rzeszy. Do Gniezna kielich powrócił dopiero w 1958 roku. Kielich wykonano ze srebra, częściowo złoconego. Prawie cała powierzchnia kielicha jest dekorowana, złożona z przedstawień figuralnych dwu lub wieloosobowych. W dolnej części czaszy umieszczono sześć dziesięciopłatkowych rozetw kolistych obramieniach. Na stopie kielicha widoczne są następujące sceny podchodzące z Pierwszej Księgi Samuela: Na czaszy widać sceny z Drugiej Księgi Samuela: Brzeg czaszy obiega napis: Tak królów namaszczenia, jak proroków moc tajemna dla tych, co przybrali szatę Chrystusa, znakami są zbawienia. Kielich został wykonany zgodniez obowiązującymi zasadami. Kielichy pochodzą z warsztatu klasztoru benedyktynów St. Emmeram w Prüfening, niedaleko Ratyzbony – ważnego w tamtym czasie centrum artystycznego. Przemawia za tym ujęcie całych figur oraz ukształtowanie szczegółów, a także miękki rysunek. Złotnik, wykonawca kielichów, musiał opuścić Niemcy między 1170 a 1190 rokiemi przybyć do Wielkopolski. Kielichowi towarzyszy również zdobiona w podobnym stylu patena. Przekaz ikonograficzny kielicha trybowanego jest przekazem łączącym sięz królewskimi aspiracjami Gniezna. ks. Leszek Chudziński2026