Transmisja Mszy Św. na żywo z naszej parafii

w Niedzielę o 10.00 jest dostępna

w zakładce „Transmisja” po lewej stronie

 

Trzymaj sie ręki Jezusa, – Demotywatory.plJak kochać Pana Boga i ludzi?

            Wydaje się, że Jezus mówi o dwóch kategoriach uczniów: pierwsza to tacy uczniowie, którzy kochają Chrystusa bardziej niż ojca, matkę, syna, córkę. Bardziej nawet niż własne życie. Bardziej niż własną dumę, której zaprzeczeniem wydaje się krzyż. Drugą kategorię tworzą ludzie, którzy są w stanie podać innym kubek świeżej wody. Można powiedzieć: umieją dać coś, co w czasach Jezusa był w stanie dać każdy, nawet najuboższy. Czyli z jednej strony Jezus ukazuje nam ludzi, którzy są w stanie ofiarować innym to, na co stać nawet najuboższego, i twierdzi, że nie utracą oni swojej nagrody (to znaczy, że to, co robią, jest dobre), a z drugiej strony ukazuje nam ludzi, którzy są godni Chrystusa, ale żeby być godnymi, muszą Go kochać bardziej niż swoich najbliższych. Wydaje się, że są to dwie kategorie ludzi. Lepiej jednak byłoby powiedzieć, że są to dwa punkty na tym samym odcinku ludzkości. Tak jak każdy odcinek ma punkt początkowy i końcowy, tak można powiedzieć, że obie te grupy to antypody, dwa ekstrema, które wyznaczają odcinek, na którym mieści się cała ludzkość, wszyscy uczniowie Chrystusa, wszyscy, którzy mogą być nazwani chrześcijanami.

            Bo nie każdy będzie w stanie pokochać Chrystusa ponad wszystko. Nie będzie w stanie. Ale tylko ten, kto to potrafi, jest godzien Chrystusa. Co to znaczy, że jest godzien Chrystusa? „Godzien” (po grecku aksios) oznacza również „równowartościowy”, „tej samej wartości”. Otóż można powiedzieć, że jeśli Chrystus, idąc, mówi do mnie: „Pójdź za Mną”, a ja rzeczywiście za Nim idę, znaczy to, że dotrzymuję Mu kroku. Jestem Mu prawie równy. Wtedy, kiedy kocham Go ponad wszystko. Wtedy, gdy jest On najważniejszy w moim życiu. Wtedy, gdy Go słucham. Wtedy jestem godny Chrystusa. Dlaczego Jezus tak wysoko podnosi tę poprzeczkę? Po to, byśmy – chcąc być godnymi naszego Pana, chcąc „być Mu równymi” – po prostu czynili to, co On. A co On zrobił? Ukochał. Kogo? Człowieka. W jaki sposób? Można zaryzykować stwierdzenie, że ukochał człowieka ponad ojca, matkę, synów i córki: w ten sposób, że opuścił nawet Ojca. Zszedł na ziemię, zrezygnował z czegoś, żeby być bardziej z ludźmi. Oczywiście nie opuścił Ojca, a Ojciec nie opuścił Jego, ale w pewnym sensie na tej ziemi Jezus był jeszcze bardziej dla człowieka. Zrezygnował z czegoś, tak jak człowiek rezygnuje z domu ojca i matki, gdy poślubia drugą osobę. Wszedł w związek miłosny z ludzkością, z człowiekiem. Jezus stał się kimś, kto ukochał ludzkość. I nie tylko do tego stopnia, że zrezygnował na pewien czas z nieba, ale tak bardzo, że zrezygnował z własnego życia i podjął krzyż. „Kto nie bierze swojego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien”. Jezus wziął swój krzyż i poszedł za Ojcem. Poszedł za Ojcem dla człowieka. „Kto chce znaleźć swoje życie, straci je”. Jezus nie chciał znaleźć swojego życia. Jezus traci swoje życie po to, żebyśmy my życie mieli. Ostatecznie On to życie zyskuje, ale swoim przykładem pokazuje, że wymagania, które stawia w Ewangelii, nie są czymś abstrakcyjnym. To jest po prostu Jego droga. Żeby Mu dorównać, żeby być Go godnym, żeby osiągnąć maksimum, jakie człowiek może osiągnąć na tej ziemi, trzeba być po prostu takim, jakim był Pan Jezus. Trzeba.

            Natomiast to, że nie wszyscy tacy są, i to, że nie wszyscy są w stanie takimi być, doskonale wiemy. To jest ten drugi pułap – minimalny. Jeżeli nie jesteś w stanie kochać Chrystusa ponad wszystko, to przynajmniej nie przeszkadzaj tym, którzy Go kochają. Podać kubek świeżej wody potrafi każdy, ale równie dobrze człowiek mógłby przeszkadzać tym, którzy głoszą Chrystusa, przeszkadzać tym, którzy oddają się Chrystusowi, tym, którzy w Duchu Świętym tworzą nowe drogi, wynajdują nowe sposoby podążania za Chrystusem. Nieraz nie jesteśmy w stanie kochać Jezusa ponad wszystko, ale przy tym narzekamy, marudzimy i jątrzymy na temat ludzi, którzy poświęcają naprawdę wszystko dla Pana Boga. To jest piękne, że minimum naszej relacji do Boga wyraża się w życzliwości do tych, którzy się Panu Bogu oddają całkowicie. Dlatego ci, którzy narzekają na Kościół, którzy są antyklerykałami, którzy nie chcą wiedzieć o tym, że Bóg objawia się przez drugiego człowieka, mogą być oskarżeni nie tylko o to, że nie byli w stanie podać kubka świeżej wody uczniom głoszącym Chrystusa, ale także o to, że ten kubek świeżej wody wylewali.

            Co jeszcze ciekawego jest w tej Ewangelii? To, że Jezus nawiązuje w niej do znanej w Starym i Nowym Testamencie instytucji zwanej szalijach. Jej treść brzmi następująco: „Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje. A kto Mnie przyjmuje, przyjmuje tego, który Mnie posłał”. Otóż według tej zasady wysyłany ma taką samą godność jak wysyłający. Jeśli Chrystus jest uznawany za kogoś, kto jest obrazem Boga niewidzialnego, to ten, kto jest Chrystusowy, powinien być uznawany za kogoś, kto jest obrazem Chrystusa. Ludzie, którzy nie są księżmi, zakonnicami czy świeckimi katechetami, ale poświęcają wszystko dla Boga i kochają Chrystusa ponad ojca i matkę, ponad dzieci, ponad wszystko, są obrazem Chrystusa. Są obrazem Boga na tej ziemi. Jeśli ktoś ich przyjmuje, to jakby przyjmował samego Pana Boga.

            Wnioski praktyczne są różne. Począwszy od tych, żebyśmy byli życzliwi wobec ludzi, którzy głoszą Pana Jezusa, poprzez to, byśmy starali się jednak kochać Chrystusa ponad wszystko, bo taki jest ideał. Póki stać nas jeszcze na ideał, nie idźmy w półśrodki. Po trzecie: szukając Pana Boga, miejmy świadomość, że Bóg przychodzi przez tych, którzy się Mu całkowicie poświęcają. Może zamiast koncentrować wszystkie swoje wysiłki na czytaniu historii Kościoła czy szukaniu świętych w tej historii, warto się zastanowić, gdzie dzisiaj są ludzie – żyjący ludzie – którzy głoszą Chrystusa i totalnie Mu się oddają. Żeby móc ich przyjąć, żeby móc być blisko nich, żeby od nich nauczyć się, jaki jest prawdziwy Pan Bóg.                                         ks. Wojciech Węgrzyniak 

 

 

ZARZĄDZENIE W SPRAWIE DYSPENSY OD UCZESTNICTWA WE MSZY ŚW. NIEDZIELNEJ

W nawiązaniu do Zarządzenia Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski (1/2020) z 12 marca 2020 roku, biskup ordynariusz Jan Tyrawa, odwołuje udzieloną wcześniej dyspensę od uczestnictwa w niedzielnych Mszach Świętych.

 

Jednocześnie zostaje utrzymana dyspensa dla osób w podeszłym wieku, osób z objawami infekcji oraz osób, które czują obawę przed zarażeniem.

 

Ks. Grzegorz Nowak

Kanclerz Kurii

 

 

Informacja pobrana ze strony Diecezji Bydgoskiej

 

 

 

DROGA KRZYŻOWA PANA JEZUSA NASZĄ DROGĄ

STACJA I JEZUS W OGRODZIE OLIWNYM

Popatrzmy, jak modli się skupiony Pan Jezus. Skupiony, cały zanurzony na rozmowie z Ojcem.

A jak my się modlimy? Czy nasza modlitwa jest miła Bogu? Może o niej zupełnie zapominamy albo tak króciutko, aby tylko zaliczyć? Możemy bez większego zaangażowania odczytać cały ,,stosik" modlitw i na tym koniec!

Jest tam też różaniec, gdzie w trakcie jego odmawiania nie skupimy się na danej tajemnicy, tylko myślami ,,odpływamy" gdzieś daleko . Trzeba dużego skupienia, czasu, wyciszenia, aby naszej szczerej rozmowy z Panem Bogiem nic nie rozpraszało... A może tylko ,,jak trwoga , to do Boga"?

A ile w naszej modlitwie jest uwielbienia, dziękczynienia, żalu? Może jest tylko cała litania próśb? I do tego modlitwa w pośpiechu, niedbała... A nawet przy próbach, czy mówimy: Bądź wola twoja?

Czy na modlitwie zwracamy się z wiarą, miłością i ufnością? Czy potrafimy oddać nasze troski bez reszty Miłosiernemu Zbawicielowi? A może, w tych naszych zawirowaniach, problemach, niedoskonałościach, za przykładem włoskiego mistyka o. Dolindo Ruotolo powiemy: ,,Jezu, Ty się tym zajmij"? Czy poprosimy Panie Jezu, serca pokornego, uczyń serce moje według Serca Twego? Warto prosić o pokorę i o krzyż. Krzyż to coś naturalnego w naszym życiu, a Pan Jezus zaprasza „Chodź ze Mną zbawiać świat w kolejny już wiek".

Czy potrafimy kontemplować oblicze Chrystusa... Patrzeć i milczeć... To też jest modlitwa. Piękna modlitwa. Dajmy Mu coś z głębi serca. Zanurzmy się w Chrystusie... Trwajmy...

Czy od najmłodszych lat uczymy dzieci modlitwy ze zrozumieniem? Są wydania książkowe, które przy pomocy obrazków, przybliżają dzieciom modlitwę. Czy modlimy się razem z nimi? Klęczących, modlących się rodziców może sobie dziecko przypomnieć po latach, nawet wtedy gdy czasami się zagubi i wtedy może wrócić do Pana Boga. Przykład zawsze pociąga.

Babcia Stanisława przygląda się wnuczce, która układa do snu swoje dzieci bez modlitwy... Po chwili stwierdza: ,,Dorotko, kładziesz dzieci spać bez pacierza, jak świnki?"

Nie straszmy dzieci: „Bozia cię ukarze”. „Bozia się gniewa” Ta infantylność prowadzi u niektórych do tego, że w wieku dojrzałym wzbudzamy w nich niechęć do Kogoś, kto może im zagrażać. Mówimy do nich zwyczajnie. Na przykład: „Panu Jezusowi jest smutno, a On ciebie tak mocno kocha”. Bądźmy wzorem matki, ojca, aby pojęcie Boga Ojca nie było zamazane, niepojęte, trudne do zrozumienia. Obraz własnego ojca przenosi się na Boga Ojca. Postać złego lub nieudolnego rodzonego ojca sprawia, że trudno jest zrozumieć miłość Ojca Niebieskiego.

Pan Jezus , przed ważną decyzją życiową, długie godziny spędzał na modlitwie. W Ogrójcu towarzyszył Mu Anioł. Czy my potrafimy zwracać się do Bożych posłańców, do naszych Aniołów Stróżów prosząc ich o pomoc? Jak pięknie można wykorzystać modlitwę do Anioła Stróża w wychowywaniu dzieci, poczynając od najprostszych czynności codziennych prowadząc przez poszczególne etapy dnia, a tym samym zbliżać dzieci do świętych postaci.

Możemy stwierdzić „Pan Bóg wie, czego nam potrzeba - to po co się modlić?”

Jednym z największych darów, jakie dał nam Stwórca, jest wolność. On wie, czego nam potrzeba , ale nie chce ingerować w nasze życie wbrew naszej woli. Pragnie relacji z nami. Modlitwa to rozmowa z Panem Bogiem, dzięki której nawiązujemy tę relację. Nie ma na świecie żadnej relacji bez komunikacji. Nie powiemy osobie, która kochamy: „Wiesz, bardzo Cię kocham, ale nie mam czasu z Tobą rozmawiać i przebywać”. To byłby absurd. Podczas modlitwy odkrywamy, że Pan Bóg daje nam to, o co prosimy. Nie wszystko naraz, nieraz trzeba poczekać. Ale zawsze wtedy poznajemy Go lepiej i doświadczamy tego, że nas kocha i troszczy się o nas. Modlitwa to wyraz zgody człowieka, który w swojej wolności prosi, żeby Pan Bóg działał. Ona jest potrzebna bardziej nam, niż Panu Bogu. To czas na rozmyślanie, zaglądanie w głąb siebie w Jego obecności, zwierzanie się ze swoich tajemnic. Jeżeli jesteśmy otwarci, to On wiele może nam podpowiedzieć i nami pokierować.

Jak się zatem modlić? Jak tylko chcemy! Najważniejsze w modlitwie jest to, by ona była! Sposobów jest wiele. Poznajmy je. I oprócz tych wyuczonych, które są piękne i bardzo potrzebne, znajdźmy też ten sposób, ten rodzaj modlitwy dobry dla siebie, albo wymyślony swój własny. To przyniesie owoce.

Przez kolejne 3 lata rozważamy hasło: „Eucharystia daje życie”. W czasie Mszy św. wyprosimy najwięcej . Stoimy tu w obecności Bożego Majestatu i Dobroci. Słyszymy wezwanie do modlitwy, po którym następuje chwila ciszy. To czas, by przedstawić Panu Bogu nasze modlitwy: prośby, podziękowania, żal za grzechy, smutki, radości, nadzieje... To czas, by powiedzieć, z czym przybywamy na Eucharystię. Czas zadumy, otwarcia i wylania serca przed Panem Bogiem. Módlmy się prosto swoimi słowami, tak jak potrafimy, w ciszy i skupieniu. Nie trzeba wielkich słów. Tu ważne są nasze serca. Potem kapłan wypowiada modlitwę całego Kościoła. Słuchajmy uważnie tych słów, by na końcu potwierdzić swoim amen”, bo to jest nasza zgoda , nasze „tak”, na to, co wypowiedział kapłan. Niech się tak stanie, jak on prosi.

Iwona Łabiszak

 

 


Nowenna Pompejańska

 

Nowenna Pompejańska nazywana jest też nowenną „nie do odparcia”, ponieważ Matka Boża złożyła obietnicę, że każdy, kto przez 54 dni odmówi różaniec, prosząc o konkretną łaskę - otrzyma ją.

Nowenna to dziewięciodniowe nabożeństwo odmawiane zazwyczaj w jednej konkretnej intencji.  Nowenna pompejańska jest specyficzną modlitwą, bo składa się z sześciu nowenn.

Powstała prawdopodobnie w Pompejach i została rozpropagowana przez dominikańskiego tercjarza bł. Bartłomieja Longo. Jako student związał się z ruchem satanistycznym, który dość mocno działał w ośrodkach akademickich. Był zafascynowany okultyzmem i doszedł nawet do wtajemniczenia na poziomie kapłana. Wiele grup studenckich w Neapolu oraz innych ośrodkach w krajach zachodniej Europy podlegało wtedy wpływom ruchów masońskich i satanistycznych.

Błogosławiony Bartłomiej Longo dwa lata trwał w tych praktykach. Przeżywał wielkie ciemności, chciał popełnić samobójstwo. Znajomy katolik umówił go w końcu na spotkanie z księdzem, który przekonał Bartłomieja, że musi powierzyć się Matce Bożej. I rzeczywiście tak uczynił. Wyszedł z ciemności, ale przez cały okres nawrócenia mocno przeżywał swoje odejście od Boga i miał straszne pokusy rozpaczy.

Kiedyś przyjechał do Pompejów, gdzie znajoma prosiła go, by zajął się terenem, który dzierżawiła. Podjął się tego zadania i gdy tam przebywał, nadal przeżywał ogromne ciemności. W pewnym momencie usłyszał słowa: „Jak będziesz się modlił na różańcu i propagował Różaniec, to Ja cię z tego uleczę”. To były słowa Matki Bożej. Zaczął odmawiać Różaniec i odzyskał spokój. W Pompejach odbudował kościół, wybudował sanktuarium Matki Bożej, do którego przywiózł obraz Matki Bożej Różańcowej ze św. Dominikiem. Pewnego dnia przyszła do niego kobieta, która została uzdrowiona za pośrednictwem Matki Bożej. W chorobie usłyszała wskazanie, że powinna modlić się na różańcu przez 54 dni. Pierwsze 27 dni miała prosić o uzdrowienie, a przez kolejne 27 dni miała dziękować. Po 54 dniach została uzdrowiona. Przyszła i opowiedziała o tym Bartłomiejowi. On natomiast zaczął w Pompejach propagować nowennę zwaną dzisiaj pompejańską. Papieże uznali tę nowennę oraz objawienia z nią związane jako prawdziwe ze względu na ogromną skuteczność.

Jak się modlić? Nowenna pompejańska trwa 54 dni. Każdego dnia odmawiamy trzy części różańca świętego (radosną, bolesną i chwalebną). Jeśli ktoś chce, może odmawiać czwartą część z tajemnicami światła. Przed rozpoczęciem różańca wymieniamy najpierw intencję (tylko jedną), a następnie mówimy: Ten różaniec odmawiam na Twoją cześć, Królowo Różańca świętego”.

Odmawiamy modlitwy początkowe różańca (Wierzę w Boga, Ojcze Nasz, 3 Zdrowaś Mario, Chwała Ojcu) – jeden raz na początku nowenny w danym dniu.

Odmawiamy różaniec – wszystkie 15 tajemnic (do nowenny pompejańskiej można dołączyć również tajemnicę światła). Nie trzeba odmawiać wszystkich tajemnic za jednym razem – modlitwę można podzielić, np. na pory dnia. Po zakończeniu każdej części różańca odmawiamy modlitwy: błagalną bądź dziękczynną.

Modlitwy błagalne (odmawiane pierwsze 27 dni) i dziękczynne (kolejne 27 dni) w Nowennie Pompejańskiej:

Modlitwy końcowe w trakcie części błagalnej: Pomnij o miłosierna Panno Różańcowa z Pompejów, jako nigdy jeszcze nie słyszano, aby ktokolwiek z czcicieli Twoich, z Różańcem Twoim, pomocy Twojej wzywający, miał być przez Ciebie opuszczony. Ach, nie gardź prośbą moją, o Matko Słowa Przedwiecznego, ale przez święty Twój różaniec i przez upodobanie, jakie okazujesz dla Twojej świątyni w Pompejach wysłuchaj mnie dobrotliwie. Amen.

Modlitwy końcowe w trakcie części dziękczynnej: Cóż Ci dać mogę, o Królowo pełna miłości? Moje całe życie poświęcam Tobie. Ile mi sił starczy, będę rozszerzać cześć Twoją, o Dziewico Różańca Świętego z Pompejów, bo gdy Twojej pomocy wezwałem, nawiedziła mnie łaska Boża. Wszędzie będę opowiadać o miłosierdziu, które mi wyświadczyłaś. O ile zdołam będę rozszerzać nabożeństwo do Różańca Świętego, wszystkim głosić będę, jak dobrotliwie obeszłaś się ze mną, aby i niegodni, tak jak i ja, grzesznicy, z zaufaniem do Ciebie się udawali. O, gdyby cały świat wiedział jak jesteś dobra, jaką masz litość nad cierpiącymi, wszystkie stworzenia uciekałyby się do Ciebie. Amen.

Na koniec odmawiamy modlitwę „Pod twoją obronę” oraz trzy razy z ufnością prosimy: „Królowo Różańca świętego, módl się za nami”.

Nowenna Pompejańska jest szkołą modlitwy i należy odmawiać ją codziennie. Jeżeli z jakiegoś powodu ją przerwiemy, należy zacząć od nowa.

Dlaczego 54 dni? Nowenna kojarzona jest z dziewięcioma dniami modlitw. W przypadku Nowenny Pompejańskiej modlitwa trwa 54 dni. Skąd ta różnica? Matka Boża w objawieniu poleciła odmówić trzy nowenny dziękczynne i trzy błagalne. Daje to 6 nowenn po 9 dni, co daje razem 54 dni.

Nowenna Pompejańska dzieli się na dwie części po 27 dni – część błagalną i dziękczynną. Modlitwie towarzyszy przez cały czas jedna intencja.