Transmisja Mszy Św. na żywo z naszej parafii

W każdą niedzielę o godzinie 10:00, w środę o godzinie 18:30

dostępne w zakładce „Transmisja” po lewej stronie.

 

Symboliczny cmentarz ofiar gór Wiktorówki - Polskie Szlaki

Symboliczny grób na Wiktorówkach

 

Listopadowa Refleksja Tatrzańska

 

Jest lipiec 1991 roku. To czas początków mojej przyjaźni z Tatrami. Wybieram się na przełęcz Zawrat. Po obejściu Czarnego Stawu Gąsienicowego oraz skalnego wzniesienia, znajduje się już na podejściu pod Zawrat. Idąc w górę, po lewej stronie od wytyczonego szlaku turystycznego widzę Zmarzły Staw. Jest lato, ale brzegi niewielkiego przecież stawu skuwa lód o grubości ponad metra. Stąd nazwa Zmarzły Staw. Oprócz pięknego widoku na staw, moją uwagę przykuwa żółta skrzynka. Schodzę z ciekawością ze szlaku i podchodzę do skrzynki. Na jej zamknięciu widzę znak Czerwonego Krzyża. W środku wszystko, co jest potrzebne do przeżycia dla ludzi potrzebujących pomocy w górach.

            Skrzynka leży pod metalowym, zdobionym krzyżem. Na górnym pionowym ramieniu krzyża zawieszono tabliczkę. Na tabliczce czytamy tekst: ,,Pamięci Krzysztofa, który poświęcił życie, ratując współuczestników wyprawy górskiej 27.01.81 r. Kim był Krzysztof? Niewątpliwie górskim ratownikiem, który ratował poszkodowanych przez lawinę, która zeszłą z Zawrotu. Zostawił tam swoje życie…,,Będziesz miłował…dobrze czynicie”(Jk 2,8). Poleciłem Bogu ofiarę życia Krzysztofa. Krzyż ten widziałem wtedy po raz ostatni. Później zastanawiałem się, gdzie on się podział?

            Dowiedziałem się w 1994 roku, odwiedzając symboliczny cmentarz koło Sanktuarium Matki Bożej Jaworzyńskiej. W tymże 1994 roku krzyż ten, jak napisano prześladowany, znalazł tam schronienie. Pomyślałem przykre, ze usiłowano zamazać fakt bohaterskiego czynu człowieka, który niósł pomoc innym, płacąc za to ofiarę swojego życia. Stracił je z miłości do ludzi i do gór. Cmentarz przy Sanktuarium na Wiktorówkach to cmentarz bez nagrobków, bez krzyży nad nimi górującymi. Na górskich masywnych głazach… jedynie tablice. Piękne w wyglądzie i treści. Czasami z podobizną zmarłej osoby… dlaczego w górach? Kto tam dotrze? To osobliwy cmentarz. Jak każdy inny -umarłym na pamiątkę, żyjącym, ku przestrodze. To cmentarz tych, którzy stracili życie z miłości do ludzi i do gór. Tak, jak Krzysztof.

            Zatrzymuję się przy masywnej tablicy. Pod krzyżem fotografia, uśmiechnięta buzia. To Bożenka Kurkiewicz. Zaledwie miała 24 lata, gdy zginęła w 2010 roku. Niżej piękne słowa: KOCHAŁA GÓRY. Wszystkich, których tam upamiętniono, kochali góry.         

Po co chodzicie po górach?! Mówią! Śmierci szukacie? Nie – odpowiadamy- chodzimy po górach, bo one są! Tylko dla tego.

Gdyby nie oddał czekana, żyłaby do dzisiaj… Miała na imię Olga. Kochała góry tak, jak Bożenka i wielu im podobnych. Schodziła żlebem z koleżanką, a w górę wchodził zespół złożony z dwóch chłopców i dziewczyny. Jeden z nich nie miał czekana. Olga oddała jemu swój. Gdzieś w połowie żlebu Olga potknęła się i zaczęła zjeżdżać w dół. Stało się tak nagle, że jej koleżanka nie zdołała zareagować. Olga nie mając czekana, zjeżdżała coraz szybciej żlebem. Co gorsza, była w rakach, więc kilka razy obróciło nią i to zdecydowało o wszystkim. Uderzyła głową o głaz, których w żlebie było pełno. Spadła już martwa.

Rok po swojej tragicznej śmierci, Olga stała się jakby patronką młodych alpinistów. Na jej grobie zawsze są świeże kwiaty,

,,Jeżeli zgodnie z Pismem wypełnicie królewskie Prawo: ,,Będziesz miłował…Dobrze czynicie” (Jk2,8). Oddała swoje życie z miłości do bliźniego i gór.

Kiedyś w Wiktorówkach od starszej gaździny usłyszałem słowa: ,,Dobrodzieju, pamiętajcie, po górach chodzą ludzie dobrzy”. Staram się o tym zawsze pamiętać. Te słowa są dla mnie jak przykazanie. Dopiero tam, wysoko w górach, człowiek przekonuje się o swej wartości, ile jest wart, a jest tyle wart, ile chce i może pomóc.

            Tatry są cmentarzem. Przypominają o pokorze, z którą trzeba do nich podchodzić. Przypominają też o Miłości, najpierw Boga, który je nam podarował, ale także o miłości bliźniego. Bóg poprzez Tatry przypomina, że Jego dary trzeba przyjmować z Miłością i również z Miłością z nich korzystać.

…zostały po nas stopnie wyrąbane w ścianach wiatru… /Z płyty poświęconej tym, którzy zginęli pod Małą Koszystą w 2011.

Ks, Leszek Chudziński

2020

 

 

 

  https://www.laskawa.pl/sites/default/files/StykaChKr.png      Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata

Dziś, w uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata, dziękujemy Ojcu przez Jezusa Chrystusa w Duchu Świętym za to, że nas „uwolnił spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie i odpuszczenie grzechów” (Kol 1, 13). A to królestwo już pośród nas jest, rośnie przez Kościół i w Kościele!

Kiedy Europa po I wojnie światowej, wybierając demokrację wymuszała abdykację królów i cesarzy, Kościół wprowadził uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata. Uroczystość tę wprowadził do liturgii Kościoła katolickiego papież Pius XI na zakończenie roku jubileuszowego dnia 11 grudnia 1925. Uroczystość została wprowadzona w całym Kościele encykliką Quas Primas. Nie znaczyło to jednak, że Jezus jest jakimś następcą zdetronizowanych władców. Kościół chciał wówczas powiedzieć, że tak naprawdę istnieje tylko jeden Król, tylko jeden Pan. Jego są wszystkie czasy i wieczność! Dlatego zwracamy się do Jezusa Chrystusa, który jest naszym Panem; dlatego przywołujemy Go na początku każdej Eucharystii, kiedy wołamy Kyrie eleison – Panie zmiłuj się nad nami!

            Uroczystość liturgiczną Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata obchodzimy  na zakończenie roku liturgicznego, aby podkreślić, że w Jezusie Chrystusie znajduje się początek i chwalebny koniec wszystkiego, co rodzaj ludzki w porządku nadprzyrodzonym i przyrodzonym posiada i czego się spodziewa.

             W ikonografii Chrystus Król już od starożytności przedstawiony jest jako Pantokrator, czyli Wszechwładca, zasiadający na tronie, mający ziemię za podnóżek lub trzymający glob ziemski w dłoni. Tak przedstawiają Jezusa dawne ikony i mozaiki. Tak też wielokrotnie ukazuje Go Apokalipsa - jako zasiadającego na tronie, któremu całe stworzenie oddaje cześć. Równocześnie Ewangelie ukazują inny wymiar królowania Chrystusa. Ubiczowany, ukoronowany cierniami Jezus odpowiada na pytanie Poncjusza Piłata:"Tak, jestem Królem. Królestwo moje nie jest z tego świata" (por. J 18, 33-40). Na krzyżu Chrystusa widniał napis:"Jezus Nazarejczyk Król Żydowski"(J, 19,19), a ukrzyżowany z Nim łotr prosił tuż przed śmiercią: Jezu, wspomnij na mnie, gdy będziesz w swoim królestwie (Łk 23,42). Ten ewangeliczny przekaz ukazuje, że w najgłębszym chrześcijańskim sensie panować to znaczy służyć a nawet oddać życie za innych.

Koronacja króla  żydowskiego” znajduje się w centrum procesu – Jezus zostaje ukoronowany na króla przez żołnierzy. U Jana częścią koronacji jest biczowanie. U Marka (15,15) biczowanie jest związane bezpośrednio z ukrzyżowaniem  i stanowi niejako antycypację, która przyspiesza ukrzyżowanie. Według Łukasza biczowanie ma wzbudzić litość u nieprzyjaciół Jezusa, aby Piłat mógł Go uwolnić (jest przed wyrokiem skazującym).

Wyszydzenie Jezusa jako „Króla Żydów” (korona cierniowa, szyderczo ubrany w szaty królewskie i trzcina jako berło) wskazuje na odrzucenie Go jako króla Żydów. Więzień skazany na śmierć nie ma żadnych praw, stąd  okrutne drwiny i zabawa żołnierzy kosztem Jezusa. Bóg uniżył się, stając człowiekiem. Teraz odmówiono Mu nawet ludzkiej godności. Jezus milczy wobec szydzenia i biczowania, milczy wobec ludu stwierdzając, że powiedział  im już wszystko. Po żołnierzach - Piłat ogłasza Jezusa królem: Oto król wasz”. Żydzi wyrażają uznanie: ich aklamacja to krzyk, który intronizuje Jezusa na krzyżu. Będzie królował nad wszystkimi i na zawsze. Jest to szczyt objawienia.  Jako odrzucony i ukrzyżowany, Chrystus sprawuje najwyższą władzę przez miłość i dokonuje sądu Bożego, który zbawia wszystkich. Jest to bowiem sąd Boga nad światem, który trwa poprzez historię aż do końca czasów.

Królowanie z wysokości Krzyża - Jezus nie przyszedł obwołać się królem, ale przyszedł by głosić królowanie Boga. Królowanie Boga to czas działania łaski, czas otwierania się serc na Boże działanie w świecie.

Wyrażenie „król żydowski” pojawia się u Mateusza w opowiadaniu o mędrcach ze Wschodu i ma znaczenie mesjańskie, co wynika z następnego pytania Heroda: „ Gdzie ma się narodzić Mesjasz?”. Piłat pyta Jezusa o „króla Żydów” (konotacja polityczna), a nie o „króla Izraela”, co oznacza Mesjasza w znaczeniu religijnym. Jezus stara się rozróżnić te dwa pojęcia stwierdzając, że królestwo Jego nie jest z tego świata. Jest to królestwo duchowe, religijne.

Królewskość – symbol mocy i chwały – staje się tu powodem skazania na śmierć: „Jezus Nazarejczyk,  Król Żydowski”  (napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim). Piłat po ubiczowaniu i cierniem ukoronowaniu, zapyta Jezusa: „czy ty jesteś Królem?”. Herod traktował Go jak króla do wyszydzenia. Inni wystawiali Go na próbę: jeśli jesteś królem, okaż to, schodząc z krzyża. Tylko łotr uznał Jezusa za króla w całej nędzy wyglądu. Przypisał Jezusowi królestwo wówczas,  gdy Ten stracił wszystko, nawet szaty. Natomiast Setnik zaś, który stał naprzeciw Niego, widząc, że w ten sposób oddał ducha, rzekł: „Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym” (Mk 15,39)  -  wyznanie Synostwa Bożego przez setnika, a wcześniej przez pasterzy i mędrców, wskazuje, że łaska zbawienia przechodzi od Żydów do pogan. Zarówno pasterze, magowie ze Wschodu oraz lud  oddadzą  hołd Królowi, podczas gdy dla innych  (Heroda i również ludu) proskineza będzie oznaczała wyszydzenie.

Dzisiaj występują typowe zachowania wobec Jezusa: obojętność, powierzchowne poruszenie, strach, podejrzenie oraz zachwyt, poszukiwanie, adoracja. Pierwsi znaleźli Jezusa pasterze, którzy porzucili swoje obozowiska i poszli Go adorować. Mędrcy pozostawili swoje nauki. Czasami trzeba szukać razem, jak w przypadku pasterzy i magów. Z chwilą kiedy człowiek przestanie szukać, traci to, co znalazł. – Gwiazdę, którą jest Duch Święty.                                                                                                 (na podstawie Komentarzy Biblijnych oprac. RS)

 

 

 

 


Nowenna Pompejańska

 

Nowenna Pompejańska nazywana jest też nowenną „nie do odparcia”, ponieważ Matka Boża złożyła obietnicę, że każdy, kto przez 54 dni odmówi różaniec, prosząc o konkretną łaskę - otrzyma ją.

Nowenna to dziewięciodniowe nabożeństwo odmawiane zazwyczaj w jednej konkretnej intencji.  Nowenna pompejańska jest specyficzną modlitwą, bo składa się z sześciu nowenn.

Powstała prawdopodobnie w Pompejach i została rozpropagowana przez dominikańskiego tercjarza bł. Bartłomieja Longo. Jako student związał się z ruchem satanistycznym, który dość mocno działał w ośrodkach akademickich. Był zafascynowany okultyzmem i doszedł nawet do wtajemniczenia na poziomie kapłana. Wiele grup studenckich w Neapolu oraz innych ośrodkach w krajach zachodniej Europy podlegało wtedy wpływom ruchów masońskich i satanistycznych.

Błogosławiony Bartłomiej Longo dwa lata trwał w tych praktykach. Przeżywał wielkie ciemności, chciał popełnić samobójstwo. Znajomy katolik umówił go w końcu na spotkanie z księdzem, który przekonał Bartłomieja, że musi powierzyć się Matce Bożej. I rzeczywiście tak uczynił. Wyszedł z ciemności, ale przez cały okres nawrócenia mocno przeżywał swoje odejście od Boga i miał straszne pokusy rozpaczy.

Kiedyś przyjechał do Pompejów, gdzie znajoma prosiła go, by zajął się terenem, który dzierżawiła. Podjął się tego zadania i gdy tam przebywał, nadal przeżywał ogromne ciemności. W pewnym momencie usłyszał słowa: „Jak będziesz się modlił na różańcu i propagował Różaniec, to Ja cię z tego uleczę”. To były słowa Matki Bożej. Zaczął odmawiać Różaniec i odzyskał spokój. W Pompejach odbudował kościół, wybudował sanktuarium Matki Bożej, do którego przywiózł obraz Matki Bożej Różańcowej ze św. Dominikiem. Pewnego dnia przyszła do niego kobieta, która została uzdrowiona za pośrednictwem Matki Bożej. W chorobie usłyszała wskazanie, że powinna modlić się na różańcu przez 54 dni. Pierwsze 27 dni miała prosić o uzdrowienie, a przez kolejne 27 dni miała dziękować. Po 54 dniach została uzdrowiona. Przyszła i opowiedziała o tym Bartłomiejowi. On natomiast zaczął w Pompejach propagować nowennę zwaną dzisiaj pompejańską. Papieże uznali tę nowennę oraz objawienia z nią związane jako prawdziwe ze względu na ogromną skuteczność.

Jak się modlić? Nowenna pompejańska trwa 54 dni. Każdego dnia odmawiamy trzy części różańca świętego (radosną, bolesną i chwalebną). Jeśli ktoś chce, może odmawiać czwartą część z tajemnicami światła. Przed rozpoczęciem różańca wymieniamy najpierw intencję (tylko jedną), a następnie mówimy: Ten różaniec odmawiam na Twoją cześć, Królowo Różańca świętego”.

Odmawiamy modlitwy początkowe różańca (Wierzę w Boga, Ojcze Nasz, 3 Zdrowaś Mario, Chwała Ojcu) – jeden raz na początku nowenny w danym dniu.

Odmawiamy różaniec – wszystkie 15 tajemnic (do nowenny pompejańskiej można dołączyć również tajemnicę światła). Nie trzeba odmawiać wszystkich tajemnic za jednym razem – modlitwę można podzielić, np. na pory dnia. Po zakończeniu każdej części różańca odmawiamy modlitwy: błagalną bądź dziękczynną.

Modlitwy błagalne (odmawiane pierwsze 27 dni) i dziękczynne (kolejne 27 dni) w Nowennie Pompejańskiej:

Modlitwy końcowe w trakcie części błagalnej: Pomnij o miłosierna Panno Różańcowa z Pompejów, jako nigdy jeszcze nie słyszano, aby ktokolwiek z czcicieli Twoich, z Różańcem Twoim, pomocy Twojej wzywający, miał być przez Ciebie opuszczony. Ach, nie gardź prośbą moją, o Matko Słowa Przedwiecznego, ale przez święty Twój różaniec i przez upodobanie, jakie okazujesz dla Twojej świątyni w Pompejach wysłuchaj mnie dobrotliwie. Amen.

Modlitwy końcowe w trakcie części dziękczynnej: Cóż Ci dać mogę, o Królowo pełna miłości? Moje całe życie poświęcam Tobie. Ile mi sił starczy, będę rozszerzać cześć Twoją, o Dziewico Różańca Świętego z Pompejów, bo gdy Twojej pomocy wezwałem, nawiedziła mnie łaska Boża. Wszędzie będę opowiadać o miłosierdziu, które mi wyświadczyłaś. O ile zdołam będę rozszerzać nabożeństwo do Różańca Świętego, wszystkim głosić będę, jak dobrotliwie obeszłaś się ze mną, aby i niegodni, tak jak i ja, grzesznicy, z zaufaniem do Ciebie się udawali. O, gdyby cały świat wiedział jak jesteś dobra, jaką masz litość nad cierpiącymi, wszystkie stworzenia uciekałyby się do Ciebie. Amen.

Na koniec odmawiamy modlitwę „Pod twoją obronę” oraz trzy razy z ufnością prosimy: „Królowo Różańca świętego, módl się za nami”.

Nowenna Pompejańska jest szkołą modlitwy i należy odmawiać ją codziennie. Jeżeli z jakiegoś powodu ją przerwiemy, należy zacząć od nowa.

Dlaczego 54 dni? Nowenna kojarzona jest z dziewięcioma dniami modlitw. W przypadku Nowenny Pompejańskiej modlitwa trwa 54 dni. Skąd ta różnica? Matka Boża w objawieniu poleciła odmówić trzy nowenny dziękczynne i trzy błagalne. Daje to 6 nowenn po 9 dni, co daje razem 54 dni.

Nowenna Pompejańska dzieli się na dwie części po 27 dni – część błagalną i dziękczynną. Modlitwie towarzyszy przez cały czas jedna intencja.